-
Nie ten dzień
Data: 24.11.2020, Autor: blackjack
... aż po korzonki włosów. Super! Jak widać Lerka nie żałowała sobie rozrywki przed odwykiem. Dzięki bogu chociaż za to ostatnie, bo mogła tym wytłumaczyć swoją obecną wstrzemięźliwość. – Serio? – Sasza spoglądał teraz na nią z nieukrywaną ciekawością. – No cóż, pożyjemy, zobaczymy – dodał rozbawiony, patrząc przy tym nie na swą przyszłą małżonkę, ale na żonę swego stryja. Miałam rację, pomyślała Nika. Nie wiadomo czy był to romans, czy tylko zwykły seks, ale na pewno łączyło ich coś więcej niż stosunki rodzinne. Szczerze mówiąc, miała to gdzieś, ale nie potrzebowała kolejnego kłopotu w postaci bezpodstawnie zazdrosnej rywalki. Jak dla niej, to Nadezdha mogła sobie wziąć tego psychola z całym dobrodziejstwem inwentarza. – Przepraszamy za spóźnienie. Miejsca po prawej ręce Niki zajęło małżeństwo w średnim wieku. Przeciętni, niczym się nie wyróżniający. A naprzeciwko Saszy usiadł jeszcze Żora, puszczając do Niko porozumiewawczo oczko. Aż się przeraziła, że może zna jej tajemnicę. – Proszę o uwagę. – Bohdan wstał, momentalnie skupiając na sobie wzrok wszystkich osób. – To jest Lera, przyszła żona Saszy. Ślub w sobotę, więc się przygotujcie. Z prezentami i życzeniami proszę się nie wygłupiać, to czysty biznes. Lera jest córką Bojczuka. – Tortury ci się znudziły? – zakpił Maxim. – No Saszeńka, kto by pomyślał. – Lubisz swoje zdrowe nogi? – Aleksandr wcale nie wyglądał na przejętego, a jednak groźba zabrzmiała bardzo realnie. – Odpuść Sasza. Lero, to Maxim, syn ...
... mojej pierwszej żony. Dalej mamy Irynę oraz jej matkę Virę, siostrę mej drogiej małżonki. Ta urocza starsza dama, to z kolei moja matka Zoya. A to Taisia i Symon, dalekie kuzynostwo. Symon jest naszym księgowym. Saszę już znasz, to mój bratanek. A ja jestem Bohdan i chciałbym abyś właśnie tak się do mnie zwracała. Musimy wypaść naturalnie na piątkowej konferencji. – Dobrze – przytaknęła potulnie z nieco rozproszoną uwagą, bo dwie panienki właśnie zaczęły wnosić jedzenie. Zresztą, gdy trochę się uspokoiła, doszła do wniosku, że sprzeciw nic nie da. Powinna się skupić, wypatrując okazji do ucieczki, a nie tracić sił na głupoty. – Coś za grzeczna jesteś. – Gorący oddech owionął skraj jej szyi. – Głodna jestem – przyznała prawdomównie. – Jeszcze nic nie jadłam. Tylko piłam – dodała z doskonale wyczuwalną ironią, odwracając głowę i patrząc mu prosto w oczy. Nie chciała go prowokować czy drażnić, pragnęła jedynie pokazać, że nie da się tak po prostu zastraszyć. Ma być posłuszna? Zgoda. Będzie. Ale myśleć może sobie, co chce. – Przynieść więcej? – Więcej? I co? Tym razem będą mnie trzymać babcia z ciotką? – zadrwiła. – Takie przyjęcie zaręczynowe z urozmaiceniem? – Dla urozmaicenia to ja cię mogę zerżnąć przy wszystkich. – Nie wątpię. Tak pełne finezji zachowanie idealnie do ciebie pasuje. – Krytykuje mnie ćpunka, alkoholiczka i pierwsza dziwka Mukaczewa – odparł z przekąsem. – Nie martw się, takich szmat kijem nie tykam. Ale jakby co, to Maxim jest chętny na ...