-
Nie ten dzień
Data: 24.11.2020, Autor: blackjack
... same sypialnie. Aleksandr nie przesadzał mówiąc o tysiącu metrów. Na próbę skręciła w prawo. Weszła do dużo mniejszej jadalni. Dalej był pokój telewizyjny oraz gabinet i pokój, który zdążyła już poznać, bo w nim się ocknęła. Tam nie weszła, bo chyba trwała jakaś narada i słychać było tylko szum wzburzonych męskich głosów. Wycofała się i ruszyła wzdłuż drugiego korytarza, aż doszła do ogromnej biblioteki. Co dziwne, nie było kuchni, ale szybko zorientowała się, iż ta prawdopodobnie znajduje się poziom niżej, a prowadzą do niej wąskie, kręcone schody tuż przy drzwiach biblioteki. Zerknęła na zegarek. Miała jeszcze niecały kwadrans. Z ociąganiem, tylko rzuciwszy okiem na bogaty księgozbiór, skierowała się do mniejszej jadalni. Ale wiedziała, że wróci do biblioteki, jak dla niej będącej najciekawszym miejscem w całym domu. Stół był już nakryty. Na jednym jego końcu siedziała Nadezdha, aktualnie w innej kreacji, chociaż tak samo wyniosła i arogancka. Po jej prawej miejsce zajęła starsza pani o surowo ściągniętych brwiach. Kiedyś pewnie była oszałamiającą pięknością, bo nawet teraz widać było po niej ślady dawnej urody. Dalej dostrzegła rudowłosą dziewczynę, typ nastolatki, a obok niej chyba matkę, kobietę o zmęczonej życiem twarzy. Niejakie podobieństwo do pani domu stwarzało przypuszczenia, iż może to być jej siostra. Reszta miejsc była na razie pusta. – Siadaj. – Nadezdha wskazała jej krzesło stojące dokładnie naprzeciwko drugiej kobiety, która również obrzuciła ...
... Nikę niechętnym spojrzeniem. – To będzie twoje miejsce. Te obok należy do Saszy, dokładnie po prawicy mego męża. Zabrzmiało to nieco pompatycznie i Nika poczuła nagłą wesołość. Ale opanowała się i posłusznie usiadła. – Coś jednak pasowało? – Tak. Kilka sztuk zaledwie. – Nie dziwię się. Powinnaś schudnąć. – Możliwe. – Zamiast udawać oburzoną, zlekceważyła jawny docinek. Dobrze wiedziała, że nie musi. Od dziecka uwielbiała tańczyć, co pozwoliło jej na wypracowanie świetnej figury, gibkości i całkiem niezłej kondycji. – Co teraz? – Czekamy na resztę. Na szczęście niewiele czasu to potrwało. Zaraz po tych słowach pojawił się pan domu, a za nim wysoki blondyn o znudzonym wyrazie twarzy. Zajął miejsce tuż obok rudowłosej dziewczyny, a potem bezczelnie zmierzył Nikę wzrokiem. Odpowiedziała mu hardo, bez onieśmielenia, a on zmrużył oczy, jakby nad czymś się zastanawiając. – Lera? Poznaliśmy się kiedyś na imprezie – powiedział w końcu, mimowolnie się oblizując. – I? – wolała być ostrożna, chociaż ton tego padalca sugerował, że łączyło go z Lerą coś poza przypadkowym spotkaniem. Dałaby głowę, że przypadkowy seks. – Nie pamiętasz, prawda? – Blondyn wyszczerzył zęby. – Czego nie pamięta? Nika drgnęła, słysząc ten głęboki, lekko szorstki głos. – Nie pamięta, bo była tak naćpana, że nawet na nogach nie mogła się utrzymać. Ale obciągała… – Maxim! – Nedezdha jak widać nie życzyła sobie tego typu rozmów przy stole. Za to nieszczęsna Nika zarumieniła się ...