-
Nie ten dzień
Data: 24.11.2020, Autor: blackjack
... przez głowę i z komórką w ręku stanęła na wprost jadącego auta. To zatrzymało się płynnym ruchem i po obu stronach otworzyły się drzwi. – Potrzebuję pomocy! – krzyknęła Nika, ruszając w kierunku kierowcy. A wtedy ten zrobił coś zaskakującego. Wyjął z kieszeni chusteczkę i przyłożył do jej twarzy. I zanim kobieta zdążyła wyrwać się czy zaprotestować, straciła przytomność. *** Jeszcze przed otwarciem oczu, wiedziała, iż coś było nie tak. Potem wróciły wspomnienia i Nika z cichym jękiem uniosła głowę. Pokój nie był duży, ale miał wysoki sufit, dwa strzeliste okna, przez które wpadało teraz złociste światło i luksusowe umeblowanie. Coś w stylu dawnych pałaców, chociaż tak do końca nie znała się na tych rzeczach. Usiadła, przeciągnęła dłonią po czole, a potem dotknęła bosymi stopami marmurowej podłogi. Dopiero wtedy rozejrzała się z namysłem. Kanapa na której siedziała, miała obicie w grube pasy, zieleń przepleciona złotem. Stoliczek obok, wygięte fikuśnie nóżki. Kominek kipiał dyskretnym bogactwem. Zadarła głowę. Dobre cztery metry, pomyślała nie wiadomo po co. Naprzeciwko dostrzegła lekko uchylone drzwi, również wysokie, z lśniącego, jasnego drewna. Nie miała pojęcia, kto ją porwał, ale chyba nie sądził, że tak szybko się ocknie. W pokoju obok toczyła się zażarta dyskusja, prawie kłótnia. Nika ostrożnie wstała i na paluszkach podeszła do uchylonych drzwi. – …zabić ją. Niech stary się nauczy. – I co? Zaczniemy szukać kolejnego? – Znajdzie się. – ...
... Pewnie, całą kurwa straż graniczną wybiję! Do tego elitę polityczną i w końcu ci z wierchołka dobiorą nam się do dupy. Mało ci było problemów ze strzelaniną rok temu? – I co chcesz z tą babą zrobić? Ożenić się z nią? – Czekaj, czekaj… To nie jest taki zły pomysł. Sasza! Jeden głos był spokojny, jakby wyprany z emocji i lekko znudzony. Z pewnością należał do mężczyzny, prawdopodobnie dość młodego. Drugi podekscytowany i Nika określiłaby mówcę jako dojrzałego. A tematem ich rozmowy była najwyraźniej jej skromna osoba. Tylko jak…? Co…? – Dima, skocz po Saszę. Niech się oderwie od tych dziwek i na chwilę wpadnie. – Jaja mi odstrzeli. – To był nowy głos. Szorstki, nieco bełkotliwy. – Nic ci nie odstrzeli, przestań pieprzyć głupoty. Ma się stawić na moje polecenie. Pilne! I żebym kurwa jego mać, nie musiał fatygować się osobiście! Zaraz… Nika zmarszczyła brwi. To był język ukraiński, co akurat nie było niczym dziwnym. Ale treść rozmowy? O co tu chodziło? – Chcesz mu zaproponować małżeństwo? Z córką Bojczuka? – Młody głos wydawał się być szczerze rozbawiony tym pomysłem. – A to się nasz Saszeńka ucieszy. Specjalnie zostanę, żeby to zobaczyć. – Trzymać ją będziemy oficjalnie i stary nam nie podskoczy. A jak przestanie być potrzebny, to ich usuniemy i po kłopocie. Długo jeszcze będzie nieprzytomna? – Nie wiem. No kto by pomyślał. Nasz drogi Sasza i Lera Bojczuk. Podobno niedawno wróciła z odwyku? – W dupie mam to, że ćpa. – No, dupy to ona ponoć też ...