-
Sucze ziele (II)
Data: 21.02.2021, Kategorie: wakacje, delikatnie, Autor: Wyssane Historie
Chłodny poranek nie przemienił się jeszcze w upalny dzień. Sukienka z dresówki i trampki nie zapewniały ochrony przed chłodem, ciągnącym od brzegu rzeki. Koiło ją to jednak. Tego potrzebowała, gdy obudziła się o świcie po paru godzinach niespokojnych snów. Nie była w stanie czerpać spokoju z otaczającej ją przyrody. Chwytała jedynie obrazki, które dawały jej chwilę ukojenia. Pozwalały się skupić na tu i teraz, nie na myślach młócących w głowie. Omszały kamień pod baldachimem brzozowych liści. Samotna grusza na drugim brzegu rzeki. Mrowisko otoczone drewnianym płotkiem. Ścieżka wydeptana przez zwierzęta, schodząca łagodnie ku wodzie. Gdy wychodziła, noc ustępowała dopiero porankowi. Teraz róż i pomarańcz wschodzącego słońca dominował na niebie, jednak w cieniu i chłodzie drzew dzień wkraczał znacznie wolniej. Przez całą drogę stopniowo, nieświadomie przyśpieszała kroku. Odkryła to, gdy zaczęło jej brakować tchu, a między piersiami poczuła strużkę potu. Przystanęła. Nabrała pełne płuca i wstrzymała oddech. Na chwilę wszystko się zatrzymało. Czuła tylko pulsującą krew w skroniach i dotyk wiatru na skórze. Wypuściła powietrze, gdy poczuła dreszcz na karku i gęsią skórkę wspinającą się po plecach i ramionach. Ukucnęła i naciągnęła sukienkę na kolana i łydki. Klęczała nad brzegiem. Tuż przed nią drzewa rzucały cień na spokojną wodę, tak że wydawała się nieprzeniknioną tonią. Ogarniało ją uczucie, które towarzyszy czasem patrzeniu w przepaść. Gdyby rozluźniła ...
... mięśnie i opadła w dół skarpy. Czy poczułaby się lepiej? Czy uwolniłoby to jej umysł od gniewu? Niepokoju? Podniosła wzrok i spojrzała w dół rzeki. Koryto Sanu zakręcało, brzeg, na którym stała porośnięty był mieszanym lasem, po drugiej stronie ciągnęły się łąki, przetykane śladami człowieka, drewnianymi słupami, drutami, płotami. Poranny krajobraz, wyłączając powolny nurt rzeki, był idealnie nieruchomy. Gdy więc z lasu na brzegu rzeki wyszedł człowiek, natychmiast go zauważyła. Odległość zacierała szczegóły, jednak sylwetkę i twarz rozpoznała natychmiast. Mendelejew. Zsunął się po skarpie na łachę piachu u brzegu rzeki. Ona zwalczyła chęć podniesienia się i wycofania. Jasny materiał sukienki odcinał się od zieleni lasu, każdy ruch mógł zwrócić na nią uwagę. Po chwili zauważyła jednak, że spływające ku wodzie witki wierzb, dla niej przejrzyste, z dystansu stanowią nieprzeniknioną zasłonę. Mężczyzna przyniósł coś ze sobą. Klęcząc, rozplątywał zawiniątko z dwóch kawałków kory. Rozłożył je ostrożnie. Jedną część, wypełnioną tajemniczą zawartością odłożył, drugą zaczął kopać dołek w nadrzecznym piasku. Zaczerpnął wody i mieszał powstałe błoto. Po chwili dosypał to, co przyniósł w zawiniątku. Zdała sobie sprawę, że obserwuje go z zainteresowaniem. Zielarskie tajemnice. Działał z wyjątkowym namaszczeniem i pieczołowitością. Podniosła się, by dyskretnie się zbliżyć. Najwyżej ją zauważy. Nie przyłapała go przecież na zakopywaniu trupa. Będą mieli przynajmniej temat do ...