1. Sucze ziele (II)


    Data: 21.02.2021, Kategorie: wakacje, delikatnie, Autor: Wyssane Historie

    ... falowała napięta kłębkami ścięgien. Ramiona urosły i pulsowały zwierzęcą siłą. Popielate włosy opadały na brwi i nieprzeniknioną głębię oczu. Mendelejew dosłownie zaparł jej dech w piersi. Tym, co wywołało jęk, było jednak zwieńczenie nagiej sylwetki.
    
    Między smukłymi udami sterczało coś masywnego. Męskość mogąca być nową kończyną. Napięta tak, że czubek wyginał ją ku górze, niczym półksiężyc. Pod skórą widziała siatkę żył. Obnażona żołądź wieńczyła swój owal ostro jak włócznia. Nasada pokryta gęstym włosiem przywodziła jej na myśl pień drzewa, za którym się ukrywała.
    
    Przyciskała dłoń do twarzy tak mocno, że zęby uraziły boleśnie wargi. Co się dzieje? Oddech świszczał w krtani. Każdy ruch mężczyzny wydawał się drapieżny. Najpierw zauważała taniec mięśni, które wiedzione impulsem po ułamku sekundy wprawiały w ruch kończyny. Stojąc po łydki w wodzie, obserwował jak schnące w promieniach porannego słońca błoto zmienia kolor z ciemnego na szary.
    
    Gdy wiatr na moment ustał, szum w skroniach złagodniał. Poczuła chłód potu na prawie całym ciele. Między udami pulsował zaś swędzący gorąc. Obcisłe bokserki, na które założyła sukienkę, były gorące od wilgoci. Zakryła się sukienką, jednak nawet delikatne muśnięcie okolic podbrzusza przeszyło ją obezwładniającym impulsem. Podniosła biodra do góry, opadając bezsilnie przodem ciała na ziemię. Klęczała z wypięta, z podciągniętą do pół pleców sukienką, dysząc i starając się uspokoić skurcze przebiegające w dół brzucha. Czuła ...
    ... muśnięcia chłodu na mokrym materiale.
    
    Zagryzając skórę dłoni, odważyła się spojrzeć w jego stronę. Szedł wolnym, krokiem. Woda sięgała do pasa. Sterczący fiut rozcinał nurt. Znikł, gdy woda sięgała piersi. Kolejno ramiona, szyja i głowa zanurzały się w rzece. Pozwoliła sobie na głębokie westchnięcie i jęk. Opuściła biodra i opadła na bok. Obciągnęła sukienkę i łapała łapczywie powietrze. Razem z jego zniknięciem, woń rozwiała się, odrętwienie umysłu i nieustanny, dzwoniący w uszach szum ustępowały.
    
    Gdy po niewiarygodnie długiej chwili wynurzył się, w wodzie pływał, niezbyt zgrabnie, Mendelejew. Patrzyła z niedowierzaniem, jednak w Sanie brodził zwykły-niezwykły doktor biochemii.
    
    Razem z ustępującym odrętwieniem spływały na nią domysły, a po nich zrozumienie. Z czym eksperymentował Mendelejew? Co chciał osiągnąć? Kogo odurzyć? Na końcu i przede wszystkim — co ona na to?
    
    Ty zielarski podstępniku - pomyślała - rzeczywiście, niezłe sztuczki.
    
    Jej poranny spacer i niewiarygodne spotkanie dało jej jednak nieoczekiwaną przewagę. Teraz mogła ją wykorzystać. A po tym, co zobaczyła, po tym jakie wrażenie zrobił na niej mężczyzna, chciała ją wykorzystać.
    
    Obserwacja codziennych rytuałów Mendelejewa nie zajęła jej więcej niż parę dni. Mężczyzna był niewolnikiem swoich nawyków. Poranki zaczynał przed świtem. Marysi trudno było dotrzymać mu kroku, bała się też, że ją zauważy, dlatego obserwowała go jedynie opuszczającego ośrodek, udającego się w kierunku rzeki bądź lasu. Nie miała ...