1. Sucze ziele (II)


    Data: 21.02.2021, Kategorie: wakacje, delikatnie, Autor: Wyssane Historie

    ... odwagi go śledzić, ale była przekonana, że rytuał, którego świadkiem była na brzegu Sanu, nie był wyjątkiem.
    
    Po śniadaniu, gdzie zajmował miejsce jako jeden z pierwszych wczasowiczów, zazwyczaj spacerował do miasta, odwiedzając sklep, kawiarnię, bądź gminną bibliotekę. Raz widziała go wsiadającego do autobusu do Sanoka, wrócił jednak na obiad o tej samej godzinie jak co dzień.
    
    Natknęła się na niego raz w miasteczku. Mężczyzna nie zainicjował jednak rozmowy, a jedynie uśmiechnął się do niej z nowo-odkrytą pewnością siebie i siłą. To jedynie wzmocniło jej determinację.
    
    W porze poobiedniej ukrywał się zazwyczaj w swoim domku. Domek położony z jej perspektywy doskonale. Na skraju lasu, z dużym oknem wychodzącym na ścianę drzew tak, że mogła go obserwować ukryta za rozłożystym krzewem czeremchy.
    
    Mendelejew przeważnie czytał, oglądał różne skarby przyniesione z lasu i przekładał je między rozmaitymi naczynkami, których wydawał się mieć niezliczoną ilość. Wąchał je i próbował, zapisując swoje spostrzeżenia w zeszycie i przenosząc je późnym popołudniem do laptopa. Przyłapała go również raz na przeglądaniu zdjęć dziewczyn w kusych sukienkach i strojach kąpielowych. Młodszych od jego potencjalnych partnerek jednak znacznie starszych od możliwych siostrzenic czy kuzynek. Plan, który krystalizował się w jej głowie miał więc perspektywy.
    
    Co jednak najważniejsze, Mendelejew znikał zawsze po kolacji w lesie, skąd wracał po zmroku, by wziąć prysznic i czytać książkę, bądź ...
    ... oglądać film w świetlicy.
    
    To miała być jej godzina na działanie.
    
    Brakowało jej jednak odpowiednich rekwizytów i garderoby. Nad San przyjechała z walizką, którą spakowała w 10 minut. Jej zawartość składała się z rzeczy niepasujących do siebie bądź takich, których jedyną zaletą była wygoda i komfort. Lekkich, bezkształtnych, nieatrakcyjnych dla oka szukającego kobiecych kształtów. Czasu było coraz mniej, a jeśli miała obezwładnić Mendelejewa, potrzebowała czegoś specjalnego.
    
    Rozwiązanie pchało się jednak przed oczy przez cały wyjazd.
    
    Sandra i Radek
    
    Byczek o kędzierzawej czuprynie i kicia z wygoloną skronią. Para, której obecność i zachowanie wbijało się jej cierniem w niezliczonych momentach. Miała wrażenie, że tych dwoje jest jej dodatkową pokutą. Spotykała ich spacerujących za rękę po polnych drogach. Widywała nad rzeką. Jego dźwigającego dwuosobowy kajak, ją obserwującą go z podziwem i odpłacającą gimnastyką ciała opiętego kostiumem. Co gorsza, sprawiali wrażenie miłych i otwartych. Zajętych sobą, ale zwyczajnych. Nawiązali w ośrodku spontaniczne znajomości, co napełniało ją dodatkową goryczą. Wyizolowana, trawiąca czas na zaglądanie ludziom w okna z ukrycia, nie znosiła ich jeszcze bardziej, gryząc się dodatkowo własną nieuczciwością.
    
    Wszystko to jednak składało się w zwarty obraz. Pod sanocki ośrodek zbiegał się w mikroświat. Stąd musiała uzyskać wszystkie niezbędne elementy, by się wyzwolić. Reguły, które obowiązywały poza nim, stawały się płynne i ...