-
Kapsel Berliner Kindla
Data: 22.02.2021, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek
... Kobieta grzebała w lodówce. Ku mojemu rozczarowaniu wyprostowała się zaraz i zamknęła drzwiczki. Odwróciła się, a na jej twarzy spostrzegłem zaskoczenie.– No co tam? – spytała, patrząc na mnie uważnie.– Ma pani wodę?Odwróciła się, ponownie eksponując swoje wdzięki. Wyciągnęła plastikową butelkę z lodówki.– Proszę – powiedziała i podała mi ją.– Dziękuję – odparłem lekko zdezorientowany.– Coś jeszcze? – Dopiero teraz spostrzegłem, że miała też całkiem pociągający głos.– Nie. To wszystko. Dobranoc.– Dobranoc.Uciekłem do pokoju. Erwin spał przy zapalonym świetle, chrapał w najlepsze. Zgasiłem je i położyłem się na podłodze. Myślałem o Arlecie. I o mnie z nią. Ja i ona nago w jednym łóżku. Myślałem o cieple jej miękkiego ciała. Jakby to było? Na pewno niesamowicie. Z tego wszystkiego dostałem wzwodu – zupełnie jak nastolatek. Westchnąłem i przekręciłem się na drugi bok. Minęło sporo czasu zanim udało mi się zasnąć.Zbudziliśmy się przed jedenastą. Podobno rano była u nas ciotka i zostawiła nam drugą parę kluczy – miała wrócić po piątej. Zjedliśmy jajecznice i wypiliśmy herbatę. W łazience opryskałem twarz i poprawiłem włosy. Założyłem marynarkę i eleganckie buty, które spakowałem do torby. Wielkie miasto wymagało przecież wielkiej elegancji. Przed dwunastą wyszliśmy z mieszkania. Miejska dżungla od razu przywitała nas wszystkim co oferowała – hałasem, tłokiem, zapachem spalin i uczuciem bycia totalnie małym.Erwin skłamał, ale spłynęło to po mnie – sam często kłamię i nie jestem z ...
... tego dumny. Okazało się, że nie miał czegoś ważnego do załatwienia. Chciał po prostu zabalować. Był piątek, posiadał pieniądze i energię, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby sobie poużywać. Usiedliśmy przy stoliku pod jednym z lokali. Zamówiliśmy dwa piwa. Nieźle, szybko zaczynamy. W samo południe.– Przyjdzie do nas mój znajomy – oznajmił, nalewając sobie piwa do kufla, które przyniosła kelnerka. Była azjatką, przynajmniej na azjatkę wyglądała.– Co tutaj robi? – spytałem i zacząłem przelewać ze swojej butelki.– Mieszka.Pokiwałem głową i rozejrzałem się. Poza nami nikt nie pił. Zerknąłem na kapsel od piwa. Berliner Kindl. Obrazek z bobasem. Napiłem się i musiałem przyznać, że dobre to piwo. Później bawiłem się trochę tym kapslem, obracałem w palcach. W końcu schowałem go – nie wiem czemu – do tylnej kieszeni jeansów.Kilka przechodzących osób taksowało nas wzrokiem. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej różnorodności ludzkich twarzy. Wszędzie zmierzające dokądś ludzkie twarze. Nosy, usta, uszy, czoła i oczy zupełnie do siebie niepodobne. Istny tygiel.Dzień był pochmurny, ale nie padało. Można powiedzieć, że pogoda nam sprzyjała. Zatrzymaliśmy się w kolejnym lokalu, większym i bardziej luksusowym. Sami kolesie pod krawatem, z wypindrzonymi partnerkami u boku. Było po pierwszej. Pora na lunch. Kolega Erwina zjawił się po kilku minutach. Był blondynem o niebieskich oczach i wąskiej szczęce z jakąś taką zajęczą wargą. Wysoki i chudy. Prawdziwy drągal. Okazało się, że Thomas – tak ...