1. Kapsel Berliner Kindla


    Data: 22.02.2021, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek

    ... miał na imię – nie mówił zbyt dobrze po angielsku, więc Erwin, chcąc nie chcąc, został tłumaczem. Został też moim sponsorem.– Skąd się znacie? – spytałem. Tak naprawdę mnie to nie obchodziło. Wtrąciłem się do rozmowy bo z tej którą prowadzili, niczego nie rozumiałem.– Z konwentu w Poznaniu. Thomas też lubi te pierdoły związane z fantastyką.Znów dostaliśmy Berliner Kindla. Uniosłem kufel i powiedziałem "na zdrowie".– Na zdrowie! – powtórzył Thomas z uśmiechem. Z "dr" zrobił charczące "h".Po obiedzie wyszliśmy na miasto. Brukowane ulice pełne ludzi, przywodziły na myśl prawdziwą powódź. Tonąłem w tym tłumie, czułem po prostu jakbym się topił. Byłem już trochę wstawiony – zwykle nie piję o tak wczesnej porze. Denerwowało mnie to ciągłe zatrzymywanie się na pasach, których wcale nie było. Nie wiedziałem czy tutaj jest przejście na drugą stronę ulicy, czy obok, czy w ogóle go nie ma.Erwin i Thomas zaczęli się z czegoś śmiać. Spytałem o co chodzi. Wskazali na to, a ja powędrowałem tam wzrokiem. Na grubego faceta – wyglądał mi na Greka – krzyczał jakiś obdartus. Kiedy podeszliśmy bliżej zobaczyłem, że ma mokre spodnie i uwaloną katanę. Bluzgi po niemiecku, które składały się z trzech słów, przewijał polskim epitetami. Był konkretnie nawalony i jechało od niego na kilometr. Kiedy go mijaliśmy spojrzał mi w oczy. Usłyszałem za plecami, jak wyzywa mnie od zasranych nazistów.Nigdy nie widziałem Reichstagu – jedynie na zdjęciu, gdzie jakiś radziecki sołdat wieszał flagę ZSRR na dachu ...
    ... budynku i nie wiem czy to się liczy. Thomas robił za przewodnika. Opowiadał, a Erwin tłumaczył jego słowa, ale nie byłem zbytnio zainteresowany jego gadką. Potakiwałem tylko głową udając, że słucham. W końcu znaleźliśmy się pod barokowym molochem. W oczy rzucał się wielki napis "Dem Deutshen Volke". Spojrzałem po tłumie. Mnóstwo ludzi mówiących różnymi językami. Zbieranina z całego świata. Jaskrawi, głośni i aroganccy. Śmiali się i robili selfie. Narodowi niemieckiemu. Nie bardzo na taki wyglądaliśmy.Musiałem się odlać, czułem ostry nacisk na pęcherz, ale w pobliżu nie było żadnych toalet. Na szczęście nieopodal rosły drzewa i krzaki. Byłem wstawiony. Na trzeźwo nawet bym o tym nie pomyślał. Zniknąłem w gąszczu i zacząłem robić swoje. Dziwna sprawa. Nie tak dawno masy pysznych Niemców paradowało tutaj głęboko wierząc, że są kamieniem węgielnym tysiącletniej Rzeszy. Teraz byłem w samym jej sercu i stałem tak, lejąc na te kamienie, na echo niespełnionych marzeń i ambicji. Ja. Polak.Wróciliśmy do miasta i od razu wparowaliśmy do jakiegoś ciemnego lokalu pełnego podejrzanych typów. Było mi wszystko jedno. Usiedliśmy, a Thomas oznajmił nam, że zaraz przyjdzie jego kumpel. Zamówiliśmy po kolejnym piwie. Zanim je skończyliśmy, dosiadł się do nas jakiś Turek.– Ich bin Yusuf – przedstawił się i wyciągnął do mnie dłoń.– A ja Marcel – odparłem po polsku i uścisnąłem ją.Powiedziałem Erwinowi żeby zamówił cztery Berliner Kindle. Okazało się, że Yusuf nie pije. Podobno Allach mu zakazał. ...
«1...3456»