-
Rzym
Data: 09.03.2021, Kategorie: delikatnie, romantycznie, Autor: Laura_Contello
... na spotkaniu u przyjaciółki. Miał na imię Szilárd, co po polsku oznacza odważny. Był piękny. Kochałam go, tak jak nikogo przedtem, był dla mnie całym światem. To tak wyświechtane powiedzenie, ale rzeczywiście tak było, wracałam z pracy z myślą o wtuleniu się w jego ramiona, gotowałam, żeby go nakarmić i każdego dnia słysząc budzik otwierałam oczy, wiedząc, że go zobaczę. Ale zaczął się ode mnie oddalać. Nie potrafię sobie przypomnieć dokładnej daty. To nie było z dnia na dzień. Po prostu wracał później. Wychodził wcześniej. Zniknął na dzień nic mi nie mówiąc, później na tydzień. Płakałam, rzucałam talerzami, groziłam. Nic nie pomagało. Pytałam kim ona jest. Zastanawiałam się w czym jest lepsza ode mnie. I dziwiłam się, że również wygląda na zmęczonego, że sytuacja go przytłacza, myślałam, że nie umie wybrać. Pewnego razu nie było go miesiąc. Wrócił jako cień tamtego pięknego, silnego człowieka. Płakałam, przerażona, że spotkało go nieszczęście, że tamta źle go potraktowała. W końcu odszedł na zawsze. Po roku dowiedziałam się prawdy. – milknie na chwilę, bo przez zaciśnięte gardło trudno jej mówić. Nawet ten piękny, radiowy głos, nie potrafi ukryć uczuć. Zaczyna po chwili. – Wcale nie był Szilard. Wcale nie był odważny. Był tchórzem. Nie przyznał się. To wcale nie była kochanka. – Uśmiecha się smutno. – To był rak. Adam milczy, nie wie co odpowiedzieć. Dotyka jej dłoni. Róża nie wzdryga się, nie zabiera ręki, ale nie reaguje też w żaden inny sposób. Mężczyzna wie, że ...
... myślami jest daleko. – I właśnie dlatego się zgodziłam. Bo byłeś pierwszym, który zaproponował mi spotkanie nie po to, żeby mnie pocieszyć, żebym zapomniała. Nie ze względu na niego, tylko ze względu na mnie. – Dziękuję. Dziękuję za tę historię – odpowiada, bo tylko to przychodzi mu na myśl. Podnosi kieliszek w jej stronę i spełniają bezgłośny toast. On – za tę silną kobietę, ona – za kogoś, kogo kochała. Róża podnosi się z krzesła i bierze płaszcz do ręki. Nie żegna się, więc Adam tego nie proponuje i wychodzą razem. Przed nimi hałaśliwi turyści podziwiają fontannę, ale po chwili oddalają się – zbliża się północ. Kobieta siada na metalowej, niskiej barierce. Uśmiecha się w charakterystyczny sposób, kącikiem ust, zapatrzona w Neptuna. Przenosi wzrok na wodę. – Dam Ci wszystkie drobne, jakie mam w portfelu, jeśli wskoczysz do wody. – Patrzy bezczelnie na Adama. – Mam nadzieję, że starczy na mandat – mruczy Adam, jednak na jego twarzy nie widać złości. Mężczyzna kładzie ostrożnie portfel na betonowym słupku ogrodzenia fontanny i rzuca się do wody. Wynurza się po chwili. Patrzą na siebie i wybuchają śmiechem. Melancholijny nastrój pryska bez śladu. Nagle z niewielkiej odległości słychać podniesione głosy. Carabinieri! Adam szybkim susem wskakuje na murek, łapie kobietę za rękę i ciągnie w przypadkową uliczkę, byle dalej od poddenerwowanych policjantów, którzy mają już dość głupich, często pijanych, turystów. Para biegnie, zanosząc się śmiechem, przerywanym ...