-
Rzym
Data: 09.03.2021, Kategorie: delikatnie, romantycznie, Autor: Laura_Contello
... przyspieszonym oddechem. Zatrzymują się w najbliższej bramie, by się uspokoić. Sukienka Róży, podwinęła się zdecydowanie za wysoko, jedno ramiączko opadło podczas biegu. Adam mierzy ją wzrokiem, powoli podnosząc rękę. Gdy poprawia ramiączko, Róża drży. – Coś nie w porządku? – pyta mężczyzna. – Przepraszam. Nie powinienem. – Nie szkodzi. Po prostu… Odkąd straciłam Szilarda, nie czułam czegoś takiego. To dla mnie nowe. – Nie musimy… - przerywa Adam. Nagle jego twarz tężeje, uśmiecha się nerwowo, wyjaśniając po chwili: – Zostawiłem portfel na murku pod fontanną. Nie mam ze sobą żadnych dokumentów ani nawet jednego centa. – Zanosi się nerwowym śmiechem. – Co robimy? Róża zaczyna się śmiać. Po chwili oboje zanoszą się histerycznym chichotem. – Nie ma wyboru – mówi Róża przez śmiech. – Zatrzymasz się u mnie. Włochy to mój drugi dom, często tu wracam, więc nie mieszkam w hotelu, tylko we własnym mieszkaniu. A jutro zadzwonimy na posterunek i spróbujemy odzyskać Twoje dokumenty. *** Róża zsuwa buty i odsuwa je stopą na bok. Odwiesza płaszcz. Patrzy niepewnie na mężczyznę, którego zaprosiła do siebie. Pierwszy raz od śmierci swojego ukochanego. Wiedząc jak to się skończy. I ze zdziwieniem zauważa, że sama tego chce. – Nalej wina. – Wskazuje ręką na kieliszki stojące na półce, a potem na lodówkę. – I rozgość się. Chyba, że masz zamiar stać w przedpokoju do jutra. – Uśmiecha się zachęcająco jedną stroną ust. Adam obserwuje jak czarnowłosa kobieta ...
... podchodzi do komputera i po chwili oczekiwania włącza muzykę. A jakże. Bocelli. Tego mógł się po niej spodziewać. Adam słucha zamyślony, opierając się o kuchenny blat, z kieliszkiem wina w ręku. Patrzy, jak Róża, kołysząc biodrami, podchodzi do drzwi balkonowych i otwiera je na oścież, wpuszczając podmuch orzeźwiającego, nocnego powietrza. Kobieta gołymi stopami wychodzi na rozgrzane płytki i opiera się o balustradę. Adam dołącza po chwili wahania. Podaje kieliszek i bierze łyk wina ze swojego naczynia, patrząc na nocne życie miasta. Nie jest pewien czy robi dobrze, ale wyciąga rękę, delikatnie dotykając kobiecej talii i przesuwa dłonią w dół, po linii bioder. Róża drży. – Powiedz tylko słowo a przestanę – szepcze do ucha kobiety. Odpowiada mu cisza. Sięga do krawędzi sukienki i podnosi ją w górę, odsłaniając sprężyste, gładkie nogi, koronkowe, skąpe majtki, płaski brzuch z niewielką blizną, a potem piersi z dużymi sutkami, które kurczą się pod wpływem pieszczoty wiatru. Róża podnosi ręce w górę i odrzuca sukienkę, która powoli zsuwa się po balustradzie balkonu i ląduje na chodniku. – Rozbierz się. Chcę Cię zobaczyć. Tutaj – szepcze ona, opierając się biodrem o barierkę. Posłuszny jej słowom Adam rozpina koszulę i zsuwa ją z ramion. Sprzączka od paska brzęka o posadzkę, gdy pozbywa się dolnej części garderoby. Róża obraca się plecami, opierając łokcie na balustradzie i patrząc na miasto. Rozumieją się bez słów. Adam przywiera biodrami obejmując ją od tyłu. Dłońmi ...