1. Pasierbica, czyli nic nie jest takie, jakie się wydaje (część 6)


    Data: 20.03.2021, Autor: AgnessaNovvak

    ***
    
    *
    
    Mogłam sobie myśleć, co tylko chciałam, ale nieprzerywane niczym, czułe wylegiwanie się w objęciach ukochanego dziecka było jednym z najcudowniejszych stanów, jakich doświadczyłam w życiu. Gdybym oczywiście była w stanie się nim w pełni nacieszyć, a nie po raz kolejny roztrząsać, jaka ze mnie zła, wyrodna, a może nawet i zboczona matka? Przysypiałam na chwilę, by znów zrywać się nerwowo, za każdym kolejnym razem bardziej rozbita, niż poprzednio.
    
    Ostatnie przebudzenie przepełniło kielich mego ostatecznego i nieodwołalnego upadku. Nie miałam już ani siły, ani ochoty dłużej się powstrzymywać. Niech się dzieje, co chce! Najwyżej przyjdzie mi zapłacić najwyższą cenę za zwyrodniałe żądze!
    
    Odwróciłam się, kładąc bokiem do Jagody, spoglądającej na mnie z ukosa, i rozkazałam:
    
    – Rozbieraj się. Do naga. Tutaj. Teraz.
    
    Nie miałam pojęcia, w jakim właściwie celu wypowiedziałam te słowa, skoro i tak, nie czekając na reakcję, dosłownie zdarłam z niej ubranie: schodzoną podkoszulkę, najzwyklejszy biustonosz z sieciówki i pospolite, absolutnie nieseksowne, bawełniane majtki. Pachnące intensywnie całym dniem spędzonym w szkole, podniecające mnie do szaleństwa, dziewczęco niewinne majteczki.
    
    Złapałam Jagodę za uda i przyciągnęłam do siebie zaborczo, jakby była mą wyłączną własnością. Z miejsca wpiłam się oszalałymi wargami w jej spłoszoną intymność, umykającą panicznie przed natarczywym, zaślinionym dotykiem. Delikatną, jedwabiście wręcz gładziutką, ozdobioną ...
    ... malutkimi, skrytymi cnotliwie płatkami. Wtargnęłam pomiędzy nie bezczelnie napastliwym językiem, pragnąc jak najszybciej posmakować jakże zakazanego owocu. Z pasją zlizywałam ciągnącą się kleistymi pasmami, mlecznobiałą wilgoć, której nijak nie spodziewałam się tam znaleźć, a już na pewno nie w takiej obfitości. Zaciągałam się głęboko ostrym, esencjonalnym zapachem, wwiercającym się w rozszerzone z podniecenia nozdrza.
    
    Wyciągnęłam ręce i chwyciłam palcami jędrne, przywodzące na myśl niedojrzałe wisienki sutki, sterczące na szczycie młodziutkich, wciąż nie do końca rozkwitłych piersi. Ugniatałam je delikatnie opuszkami, by po chwili podrażniać wbijanym głęboko paznokciem. Rozkoszując się nie tylko własnymi doznaniami, ale i bardzo jednoznacznymi odgłosami docierającymi do uszu.
    
    Jagodzie podobało się to, co robiłam. Bardzo podobało. Z każdą chwilą coraz bardziej.
    
    Widząc, co się święci, cofnęłam jedną dłoń, pośliniłam dyskretnie i powolutku, milimetr za milimetrem, wsunęłam mały palec w ledwo co rozwartą, śliską szparkę. Nie miałam najmniejszego zamiaru uchodzić za ekspertkę, lecz mym skromnym zdaniem Jagoda wciąż była fizycznie dziewicą. A nawet gdyby prawda okazała się inna, a jej ciasnota wynikała z zaskoczenia, stresu czy nawet zwykłego braku biegłości w pewnych sprawach, nie odważyłabym się na więcej. Skupiłam więc uwagę na rozbudzonej do granic łechtaczce, którą zassałam wargami tak, by móc dodatkowo pobudzać nabrzmiały czubek językiem, wypatrując najmniejszych choćby ...
«1234...»