-
Pasierbica, czyli nic nie jest takie, jakie się wydaje (część 6)
Data: 20.03.2021, Autor: AgnessaNovvak
... sprawiedliwej. I co dalej? Czy pożałowania godne, następujące później wydarzenia były jawą, czy jednak nie? Przecież jedynie w marach mogłam tak doszczętnie stracić nad sobą kontrolę! We śnie przepełnionym emocjami do tego stopnia, wręcz hiperrealistycznym, że aż nie do uwierzenia. Owe wszelkie wyuzdania, które podsuwała mi nieżyczliwie ma wciąż niepewna pamięć, wraz z przekazaniem steru chuci iście zwierzęcemu instynktowi, mogły mieć miejsce jedynie w mej podświadomości! Tylko i wyłącznie! Nie było innej możliwości! Nie ma i nigdy nie będzie! A może jednak? Czy faktycznie pożądanie zapłonęło we mnie tak gwałtowną, aż ostatecznie przysłaniającą zdrowy rozsądek łuną? I niczym dzika bestia, wyrywająca się wściekle z okowów własnych przekonań i ograniczeń, naprawdę zapragnęłam mą ofiarę wykorzystać, rozerwać na strzępy i finalnie pożreć? Uległam zewowi pierwotnych, rozszalałych pragnień, czy też dałam mu odpór? Jeżeli się obroniłam, to czy mogę czuć się usprawiedliwiona? A jeśli nie i wszystko, co kotłuje się w mej głowie, było tak samo prawdziwe, jak szpitalne łóżko, na którym właśnie leżę? Cóż ja właściwie uczyniłam? W szoku podrywam się z niewygodnego materaca, czy raczej staram wyjątkowo niezbornie podnieść chociaż trochę, podpierając się na drżących łokciach i szarpiąc bezwiednie rurką sterczącą z przedramienia. Nawracający ból powstrzymuje moje zapędy, a hałas budzi Jagodę, która wyskakuje z fotela, przez moment wpatruje się we mnie z zaskoczeniem graniczącym ze ...
... strachem, aż wreszcie na jej twarzy pojawia się… Ulga? Wybaczenie? Może nawet radość? W okamgnieniu podbiega i rzuca mi się na szyję. Sapie wprost do ucha szybkim, rwanym oddechem, ściskając w milczeniu zdecydowanie zbyt mocno, niż bym sobie w obecnym stanie życzyła. Muszę to wiedzieć! Choćby nie wiem co! Potworny, wszechogarniający ból sumienia przerasta nawet rwanie, rozsadzające od wewnątrz klatkę piersiową. Ostatkiem woli staram się na tyle napełnić płuca, by wypowiedzieć choć kilka słów. – Czy… – wyduszam z siebie z wysiłkiem, lecz mych uszu dobiega raczej coś bliższego charczeniu, niż wyartykułowanej mowie. Przełykam więznącą w gardle ślinę i próbuję raz jeszcze, tym razem nieco skuteczniej: – Czy to wszystko naprawdę się stało? – Nic się nie stało, Misiu. Mamo. Mamusiu. Będziesz zdrowa! Lekarze powiedzieli, że… – Jagoda przerywa w pół zdania wypowiadaną naprędce, jakby wyćwiczoną wcześniej, pocieszającą kwestię. Obie doskonale wiemy, że nie odpowiedziała na moje pytanie. Niepewny uśmiech spływa z jej twarzy, zaś błysk w oczach blednie, ustępując matowej beznadziei. Pragnę z nią porozmawiać. Przeprosić. Wybaczyć i prosić o wybaczenie. Ale nie mogę. Nie umiem. Wiem tylko, że wszystko, czego doświadczyłyśmy wspólnie w ostatnich dniach, nie rozejdzie się po kościach i na pewno nie będziemy się kiedyś z tego śmiały. Zbyt wiele drzazg rani boleśnie me sumienie, a ich usunięcie na pewno nie będzie proste, łatwe, szybkie… Co nie znaczy, że nie powinnam spróbować. ...