1. Pasierbica, czyli nic nie jest takie, jakie się wydaje (część 6)


    Data: 20.03.2021, Autor: AgnessaNovvak

    ... pierwotna nieomal, tryskająca wzburzoną namiętnością. Którą każę sobie zlizać nie tylko z przemoczonej pizdy, ale i rozwartej szeroko…
    
    Palące ostrze bólu przeszywa na wskroś mą pierś, wbijając się szpilą lodowatego żaru głęboko w samo serce. Niespodziewanie, bez najmniejszego nawet uprzedzenia, powala mnie bezwładnie na łóżko niczym szmacianą lalkę, rozrywając spięte mięśnie, wyłamując stawy i miażdżąc kości.
    
    Jakby tego było mało, do twarzy dociera uderzenie otwartej dłoni. Wpierw jedno, lekkie, niemalże czułe, ale po chwili kolejne, znacznie mocniejsze. I jeszcze raz. I ponownie.
    
    Trzepocę panicznie powiekami, nijak nie pojmując, co się właściwie dzieje. Po chwili zdaję sobie sprawę – o tyle ile mogę w tym stanie – że leżę powykręcana skurczami na łóżku, a Jagoda wpatruje się we mnie przerażonym wzrokiem, poklepując ręką po policzku.
    
    Kolejny cios cierpienia rzuca mną na podłogę, brutalnie wyciskając resztki życiodajnego powietrza z płuc. Pragnę krzykiem choć trochę ulżyć sobie w bólu, lecz nie jestem w stanie zaczerpnąć nawet najpłytszego oddechu. Chcę coś powiedzieć, ale jedynym, co wyrzucam z ust, jest istna fontanna spienionej posoki, plamiąca wszystko dokoła bordowym rozbryzgiem.
    
    Tonąc w zalewie napierającej gwałtownie, nieprzeniknionej ciemności, kojarzę już tylko, że roztrzęsiona Jagoda pochyla nade mną pobladłą twarz. Szarpie mnie za ramiona. Wrzeszczy bezładnie. Płacze.
    
    Czy naprawdę mą jedyną, najukochańszą córeczkę, która przecież wciąż nie ...
    ... zdążyła się otrząsnąć po stracie ojca, miałaby teraz opuścić także i matka? Nigdy! Przenigdy na to nie pozwo…
    
    Dopada mnie nie dający się opanować atak duszności, a kołatające się wściekle w piersi serce zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Boję się, że jednak nie dam rady i Jagoda zostanie sama na świecie.
    
    Boję się śmierci.
    
    *
    
    Podnoszę powolutku posklejane powieki, próbując przyzwyczaić się do nieprzyjemnie zimnego oświetlenia. Przebiegam nierozumiejącym wzrokiem po kompletnie nieznanym otoczeniu i dość szybko zdaję sobie sprawę, gdzie najprawdopodobniej jestem. Jednak wciąż nijak nie mogę zrozumieć, jakim zrządzeniem losu się w owym miejscu znalazłam? Walcząc ze zbolałym, zwiotczałym ciałem i wcale nie mniej ociężałym umysłem, staram się skupić rozchełstane myśli. Bez większego skutku.
    
    Na pewno byłam w domu. Tyle kojarzę. Poczułam się źle. Najwyraźniej bardzo źle. Tylko dlaczego? Pamiętam, że byłam zestresowana z powodu Jagody. Tej samej, która z zamkniętymi oczami i przechyloną mimowolnie głową leży zwinięta w nieforemny kłębek na w żadnym wypadku nienadającym się do spania fotelu w rogu sali, sącząc strużkę śliny z kącika ust. Wygląda tak delikatnie i bezbronnie. Tak niewinnie. Pozornie.
    
    Już wiem! Przypominam sobie wszystko! Każdy, najmniejszy nawet szczegół, włącznie z… tylko czy aby na pewno? Rozmawiałam z Jagodą, o ile napad histerii można nazwać rozmową, zrobiło mi się słabo, potem ona zaprowadziła mnie do łóżka, aż w końcu ogarnął mnie sen wcale nie ...