-
Pasierbica, czyli nic nie jest takie, jakie się wydaje (część 6)
Data: 20.03.2021, Autor: AgnessaNovvak
... oznak nadchodzącego spełnienia. Orgazm nadszedł niemal niezauważenie, pełen wstydliwej nieśmiałości, jakże inny od mych gwałtownych, spazmatycznych wręcz ekstaz. Wlał się leniwie w usta rozkosznie słodkim, pulsującym subtelnie zmysłowym ciepłem. Jagoda spróbowała się odsunąć, zmęczona i skonsternowana jednocześnie, do czego żadną miarą nie chciałam dopuścić. Wciąż było mi mało perwersji, wyuzdania i spełniania kolejnych, coraz bardziej chorych pragnień! Złapałam ją za biodra i podniosłam wysoko do góry. Tyle co wykorzystana cipka dosłownie ociekała jej sokami i potem, zmieszanymi z moją śliną. Spływającymi niżej, ku wygolonemu do gładka, różowiutkiemu tyłeczkowi. Przysunęłam do niej twarz na odległość centymetrów, wciągając głęboko powietrze, jakbym znalazła się w najcudowniejszej, przeznaczonej tylko i wyłącznie dla mnie perfumerii. Chcąc w pełni nacieszyć się każdą spędzoną w niej chwilą. Pachniała jeszcze mocniej niż wcześniej. Na samej granicy tego, co mogłam uznać, a nie byłam przecież przesadnie wydelikacona w tej materii, za przyjemne. Ale i tak musiałam… Poprawka: chciałam to zrobić. Wylizywałam ją jak oszalała, od nasady pośladków po wzgórek, nie pomijając najmniejszego choćby fragmentu cudownie aksamitnej skóry. Wzdychając tak ekstatycznie, jakby od wydawanych przeze mnie odgłosów zależały losy co najmniej świata. Tak wiele… zdecydowanie zbyt wiele czasu minęło, odkąd ostatni raz w mych ustach gościła kobiecość. I nie tylko ona. Podniosłam się na ...
... kolanach dla lepszej perspektywy, niczym wytrawna malarka, podziwiająca dumnie swe tyle co ukończone arcydzieło. Rozwarte bezwstydnie, lśniące śliską wilgocią krocze wpatrującej się we mnie zmętniałym, roznamiętnionym wzrokiem pasierbicy. Córki. Najdroższej, najukochańszej, najcenniejszej na świecie osoby. Pomimo rozbuchanych emocji zdawałam sobie sprawę, że w tym stanie nie da mi choćby ułamka przyjemności, której oczekiwałam. Pragnęłam. Zamierzałam bezwzględnie zaspokoić. Dlatego też postanowiłam podążyć ku upragnionemu zaspokojeniu drogą niewymagającą od niej aż takiego zaangażowania. Usiadłam pomiędzy rozchylonymi nogami Jagody, łącząc nasze łona w jedną, nierozerwalną całość. Złapałam ją za udo, docisnęłam do siebie władczo i zakołysałam biodrami. Wpierw ostrożnie, wręcz badawczo, chcąc idealnie dobrać siłę i szybkość ruchów. Ocierałam się swoją kobiecością o jej dziewczęcość, doświadczoną piczą o niedojrzałą cipkę, całkiem już przydługim zarostem o gładziutką skórę, przyozdobioną jedynie niewielkim, przeuroczym pieprzykiem na boku wzgórka. Mój jęk przechodził w sapanie, sapanie w pokrzykiwania, a te w głośny, wyjący wizg. * Przymykam oczy, wyobrażając sobie, jak Jagoda mnie pieści. Ugniata piersi. Chwyta za pośladki. Wciska palce głęboko w oba źródła nieprzyzwoitej przyjemności. Jednocześnie. Tak, bym czerpała z nich pełnymi garściami. Czuję całą sobą, jak za króciutką chwilę, za dosłownie sekundy, opanuje mnie nieokiełznana, rozszalała rozkosz. Wściekle zdziczała, ...