-
Księżniczka na palu
Data: 01.04.2021, Autor: Indragor
... dopiero w poniedziałek… No i pomyślałam, bo mieszkamy niedaleko siebie, że może byś mógł przyjść w sobotę do mnie. Tak na godzinę wystarczy. Ale jeśli nie możesz, to nie szkodzi – uśmiechnęła się, wzruszając ramionami. – A nie możesz zaprosić którejś koleżanki? – Opinia „dziwnej”, kazała mi być ostrożnym. – Chciałam – zasmuciła się – ale żadna nie mogła. Bywa. – Ponownie wzruszyła ramionami. – To jak, przyjdziesz? Proszę. – Dobrze, mam wolne popołudnie – rzekłem ostrożnie. – O której? Może być o szesnastej? – Zgoda. – Niemal podskoczyła zadowolona. Nowiną podzieliłem się z najlepszym kumplem. – Człowieku, nie boisz się? – zapytał zdziwiony. – Wiesz przecież, że ona jest trochę nie teges? – Kumpel wykonał wymowny okrężny ruch palcem wskazującym w okolicy ucha. – Nie wiadomo co zrobi, jak będziecie sami. Może wyciągnie nóż i cię zadźga, jak na tym filmie, wiesz. – Nie wygłupiaj się. – Obawy kumpla wydały mi się cokolwiek śmieszne. – Ona jest normalna, tylko czasami coś chlapnie. Przyjechała chyba z zagranicy, to może wydawać się dziwna. A zadźgać to prędzej zadźga ta wściekła Ewka, co kopnęła Pawła. – O rany, nie przypominaj mi. – Kumpel zrobił zbolałą minę. – To właściwie moja wina. Namówiłem Pawła, by powiedział do Ewki „Miałam ci jabłonkę” i że ta jest za głupia i nie załapie. – Załapała. Wrzasnęła na cały korytarz „A ty nie masz jaj” i kopnęła go tam. Omal nie padł na podłogę. – Na szczęście nie kopnęła aż tak mocno. – Na szczęście – ...
... zgodziłem się. – Ale jak przeżyjesz spotkanie z Arbeliną, to będziesz musiał mi opowiedzieć, co się działo, koniecznie. – Mrugnął okiem, co oznaczało, że liczy na pikantne szczegóły z zaliczenia Arbeliny. Przed kumplem zbagatelizowałem jego obiekcje co do mojego bezpieczeństwa sam na sam z panną „A”. Nie dałem po sobie poznać, jednak ta sugestia z nożem mimo wszystko trochę mnie zaniepokoiła. Takiej możliwości nie brałem pod uwagę. Wszakże było już za późno. Słowo się rzekło. I przyszła sobota. Zjawiłem się przed drzwiami Arbeliny punktualnie o szesnastej z kwiatkiem w dłoni, zakupionym z bólem serca w pobliskiej kwiaciarni. Otworzyła drzwi, a ja… Nigdy żadna dziewczyna jeszcze nie zbiła mnie z pantałyku, ale teraz stanąłem jak wryty, nie mogąc się ruszyć, ani wydobyć z siebie głosu. Przede mną stała dziewczyna w zjawiskowej, długiej, białej oczywiście, chyba balowej sukni do kostek z falbanami, przewiązanej złotym paskiem w talii dla podkreślenia kobiecych kształtów, w białych skarpetkach i białych butkach ze złoceniami. Ku mojemu zadowoleniu na płaskim obcasie. Nie wiem czemu, ale dziewczyna na szpilach zawsze kojarzy mi się z dziwką. Co innego dojrzała kobieta. Jednak ten widok Arbeliny to jeszcze nic!!! Na głowie miała sporą, błyszczącą złotą koronę wysadzaną różnokolorowymi szkiełkami w dużej ilości i różnych rozmiarach. Całości dopełniał uroczy uśmiech na jej twarzy. – To dla mnie? – W końcu przerwała ciszę, sięgając po kwiatek. – Oczywiście, cze… cześć – ...