1. Mandat (I)


    Data: 19.04.2021, Autor: blackjack

    ... długie miesiące, a on przekreślił wszystko swoją zdradą.
    
    – Dobrze – powiedziałam stanowczo. – Pojadę za wami.
    
    Skinął głową i po dżentelmeńsku otworzył drzwi mojego własnego auta.
    
    Pół godziny później, podczas której biłam się z własnymi myślami i na nowo przezywałam gorycz niedawnej porażki, przekonałam się, że mój nowy znajomy po cywilnemu wygląda jeszcze lepiej niż w mundurze. Zwykłe dżinsy podkreślały wąskie biodra, sportowa kurtka z ledwością opinała szerokie ramiona, a pasiasty szalik zawadiacko owinięty wokół szyi, chronił przed chłodem nocy.
    
    – Bałem się, że jednak odjedziesz – uśmiechnął się szeroko.
    
    – Nie odjechałam, ale odrobinę zmarzłam.
    
    – Stanowczo masz na sobie strój nieodpowiedni do spacerów – objął mnie władczo ramieniem. – Ale stąd mamy zaledwie kilka kroków na rynek. Wybierzesz lokal czy ja mam to zrobić?
    
    – Niech nie będzie jednak ani tłoczny, ani głośny – mruknęłam, wtulając nos w kołnierz. Bez namysłu zdjął szal i owinął nim mnie. Niewyraźnie podziękowałam, z przyjemnością wdychając obcy zapach mężczyzny i jakiejś nieznanej mi wody po goleniu.
    
    Wybrał idealnie. Knajpka była niewielka i sprawiała wrażenie niezwykle intymnej. Z ulgą zajęłam miejsce na podwójnej sofie, nie zamierzając zdejmować płaszcza.
    
    – Tu jest więcej niż ciepło – uśmiechnął się. – Nie krępuj się.
    
    – Wolałabym pozostać ubrana.
    
    – Jesteś ubrana. Tylko bardziej seksownie niż na co dzień się to spotyka.
    
    Miał trochę racji. Z westchnieniem oddałam mu prochowiec i ...
    ... otuliłam się ramionami. Kiedy wrócił, usiadł nie w fotelu naprzeciwko, na co po cichu liczyłam, ale tuż obok.
    
    – To co zamówimy?
    
    – Nie wiem – bezradnie kartkowałam podane sobie menu. –Mam ochotę się upić, wręcz zanurzyć w morzu alkoholu.
    
    – Czyli na początek butelka wina, szampana? Czy też coś znacznie mocniejszego?
    
    – Niech będzie wódka z czymkolwiek – oznajmiłam stanowczo.
    
    Nawet jeśli się zdziwił, nie dał tego po sobie poznać. Zerwał się z miejsca i po chwili wrócił niosąc ze sobą dużą flaszkę, kartonik soku i dwie szklanki.
    
    – Nie czekałem na kelnerkę – znów się uśmiechnął i przyrządził mi solidnego drinka. – Na sam początek chyba wypada abym się przedstawił. Jestem Wojtek.
    
    – Marta – ujęłam podaną sobie dłoń i energicznie nią potrząsnęłam. A potem jednym haustem opróżniłam szklankę. Czułam, jak oczy wyszły mi na wierzch, a przełyk zapłonął żywym ogniem. Chyba domyślił się, co się stało, bo szybko nalał mi czystego soku i zmusił do wypicia.
    
    – Nie tak prędko – powiedział kpiąco. – Jeszcze zdążysz zanurzyć się w tym morzu alkoholu.
    
    Powinnam się wstydzić. Powinnam czuć żal. A tymczasem pragnęłam jedynie upić się i przytulić do siedzącego obok faceta. Było mi źle, tak źle, że w zasadzie mogło być już tylko lepiej.
    
    – Czy on jest wart tego byś spijała się do nieprzytomności? – spytał cicho.
    
    – Nie. Ale co innego mi pozostało? – odparłam z doskonale wyczuwalną rozpaczą.
    
    – Sądzę, że to skończony kretyn, skoro na własne życzenie zrezygnował z takiej ...
«1234...»