-
Świat według Emilii (II)
Data: 27.05.2021, Kategorie: nimfomanka, Autor: emillienne
... Nie śmierdzi piwskiem, potem i nie zostawia po sobie dzieci. I nie chrapie jak mu się baterie skończą. Widzę tego z kolejki. Wita się z żoną objuczoną torebkami z nazwami popularnych sieciówek. Nie jest taka zła. Oczywiście mogę ocenić wygląd, a nie charakterek. Trochę go powkurwiam. Kupuję lody, czekoladowe, bo jak wiecie, takie lubię najbardziej i idę w jego kierunku. Przystając obok nich, pochylam się, udając że przyglądam się butom na wystawie w Venezii. Gdy już zaprezentowałam mu to, co przy kasie, odwracam się i przechodzę obok nich oblizując dość niecenzuralnie mój smakołyk. Widzę, że traci rezon. Żona zaniepokojona patrzy na mnie i chwyta go pod mankiet. W domu albo będzie miał burę, że ogląda się za siusiumajtkami w spódniczkach odsłaniających migdałki, albo, jeżeli jest mądrzejsza, dobry, ostry seks. Stawiam jednak na burę. Wałęsam się po Galerii bez celu. Nawet nie spotkałam nikogo znajomego. Wchodzę do Empiku. Nurkuję w dziale ze skandynawskimi kryminałami. Ostatnio odkryłam Jo Nesbo. Zakochałam się w Harrym Hole. Dokupuję kolejną część serii. Dziś wieczór oddam się Harremu. Przy kasie wpadam na Jacka. To jeden z „marzycieli". Kiedyś spotykaliśmy się przez prawie miesiąc. Fajny gość. Malował piękne obrazki. Akwarelki. Studiuje, a przynajmniej studiował wzornictwo przemysłowe na politechnice, czy jakoś tak, ale marzył o studiach na jakiejś prawdziwej uczelni artystycznej. Uśmiecham się do niego i wymieniamy parę zdawkowych uprzejmości. Chce mnie zaprosić ...
... na kawę, ale wymawiam się spotkaniem z przyjaciółką. Nie mam ochoty na flirt, zresztą nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Zgodnie z moją zasadą teraz czas na jeszcze jednego „jebakę", a nie na odgrzewanego „marzyciela". Nie miałabym siły doprowadzić go do wzwodu. Boże. Wszystkie myśli dzisiaj kręcą mi się wokół męskich członków. I ja sama siebie chcę przekonać, że spędzę wieczór z Harrym Hole? Spadam stąd. Żegnam się z Jackiem i wracam do samochodu. Po drodze dzwonię do Dorotki. Idzie dzisiaj na bankiet z okazji rozpoczęcia sezonu teatralnego. Mówi że wkręci mnie tam. Czyżby jednak dzisiaj „marzyciel"? Nieważne. Pędzę do domu założyć zbroję do polowań. Miałyśmy z Dorotką niezłe wejście. Oczywiście, spóźniłyśmy się ponad pół godziny, ale jak wiadomo lepsze to niż przyjście za wcześnie. Panowie byli już troszkę podlani, a panie już troszkę znieczulone wypitym alkoholem. Zdjęłam żakiet i podałam pierwszemu mężczyźnie stojącemu przy wejściu. Nie wiem kto to był, lekko zbaraniał, ale potulnie wziął go ode mnie. Na ten wieczór założyłam bardzo małą czarną z głębokim dekoltem na plecach. Był tak głęboki, że nie mogłam założyć majtek, bo by wystawały. Cóż. Jedna przeszkoda mniej ale też i jeden oręż więcej. Pończochy i wiśniowe szpilki dopełniały całości. Dorotka była bardziej na biało. Białe szpilki, błyszcząca sukienka w kolorze écru. Nie wiem czy zakładała majtki, ale pewnie tak, bo pewnie jak zwykle miała w planie striptease na barze. Panowie otoczyli nas od razu ...