1. Rozkoszna sadzonka


    Data: 01.06.2021, Kategorie: cierpienie, kwiat, blondyna, decyzja, złamane serce, Autor: _Dom_

    Siedziała na wprost mnie, z niby niepozornie, ale równocześnie wyjątkowo zachęcająco rozchylonymi, kształtnymi udami, mrużąc zmysłowo oczy. Co jakiś czas leniwie podnosiła ku swoim jędrnym wargom niewielką, wytworną filiżankę pełną esencjonalnego espresso. Piła z niej powoli, niewielkimi łykami, wyraźnie delektując się bogatym aromatem świeżo zaparzonej kawy.
    
    W to letnie, duszne popołudnie nic nie usprawiedliwiało lepkich, wręcz wilgotnych myśli, wpychających się nachalnie w każdy możliwy zakamarek kafejkowej przestrzeni. Ani jej przeźroczysta biała sukienka - spięta pospiesznie na biodrach lnianym paskiem, ani kształt jej piersi - bezczelnie prześwitujących przez zwiewny materiał, ani jej jasnorude, długie włosy, które chwytając gorący blask słońca opadały gładko na skąpany w słońcu delikatny kark.
    
    Obserwowałem ją, szukając powodu w głowie, który mógłby usprawiedliwić nagłą ochotę rozmowy. Zatłoczony peron na stacji kolejowej w Sao Bento - ostatnie moje wspomnienie.
    
    - Zaczekaj! – wołałem, gdy tłum ludzi wylał się z pociągu. – Zaczekaj! – powtórzyłem, próbując przekrzyczeć szum tysiąca osób.
    
    Stojąc parę metrów ode mnie odwróciła głowę i wtedy jej twarz widziałem ostatni raz. Jasna cera, mały piegowaty nosek, oczy w których widziałem cały świat. Oczy, które pokochałem i które nadawały azymut, każdej osobistej, wygłodniałej myśli, każdej ochocie i każdemu spełnieniu. Drżenie rąk powodowane przez dotyk skóry. Moc aromatu jej perfum, tak samo tandetnych jak i ...
    ... pięknych, kupionych pospiesznie w MASS Perfumarias w Santa Catarina. To wszystko wypaliło znak w mojej pamięci, w moim sercu, w mojej duszy. Fotografia w myślach kująca tysiącami okruchów, powracała każdego koszmarnego wieczora, kiedy spoglądając w czerń za oknem nie mogłem zasnąć.
    
    Zaczekaj… - tym razem już szepnąłem, mówiąc sam do siebie, patrząc jak odwraca się i przeciska przez bezimienny tłum pasażerów. Napastliwi, obojętni ludzie, rozdzielali nas bezkompromisowo. Szarpali we wszystkie strony i z szyderczym szmerem kolejowego peronu kpili z uczuć.
    
    Nagły gwizd konduktora odseparował podróżnych od pociągu. Pasażerowie wyglądali przez okna łapiąc przelotne, krótkie spojrzenia niemych tutejszych tabliczek. Nie patrzyłem kiedy odjeżdżała. Zaciskałem oczy powstrzymując łzy. Pewien niespełniony etap dobiegł końca, powtórki nie będzie. Cierpki żal - mój nieodłączny towarzysz i niemy świadek pogruchotanych uczuć - pozostawał ze mną na peronie, poklepując przyjacielsko po ramieniu. Powracałem do miasta, ze świadomością nieopisanej, w swej absurdalnej szczerości, pustki na dnie zmęczonego czekaniem serca.
    
    Przez kolejne miesiące odprawiałem z namaszczeniem żałobę i po mimo że Ona żyła, dla mnie umarła już na zawsze. Nie potrafiłem normalnie myśleć, normalnie jeść czy ze swobodą rozmawiać z ludźmi. Każdy szczegół przywoływał w pamięci, jej drobną sylwetkę. Deszcz, który już zawsze będzie się kojarzył z miękkością jej warg, burza z pieszczącymi ciemne niebo błyskawicami, już zawsze ...
«1234...»