1. Rozkoszna sadzonka


    Data: 01.06.2021, Kategorie: cierpienie, kwiat, blondyna, decyzja, złamane serce, Autor: _Dom_

    ... znajomy odgłos kroków. Za każdym razem, przystanki były nieco dłuższe, pozostawiając czas na wypowiedzenie jednego zdania więcej, na wysłuchanie jednej rozedrganej myśli dłużej, na jedno ukradkowe westchnienie, składane przy przypadkowym muśnięciu dłoni na do widzenia. Zawsze, na gruncie tak kurczowo trzymającej się wersji znajomych, których ścieżki, ciężki los przeciął właśnie w tym momencie. Powoli, dzięki tym spotkaniom, zacząłem powracać do stanu używalności. Na powrót, nauczyłem się uśmiechać i ufać ludziom. To mnie przerażało. Naiwność dobrego humoru, połączona z nad otwartością, zwiastowały niechybną katastrofę, która - o dziwo - nigdy nie nadchodziła, pozostawiając miejsce na szczerość i dobre samopoczucie. Bałem się tego kredytu pozytywnej przemiany, bo życie zawsze odbierało te dobre momenty ze słoną nawiązką. Podświadomie czekałem na chwilę, gdy traf zabierze to co dał. Jednak przemożna ochota i magia przelotnych spotkań, była silniejsza. Powoli odpływałem, kodując nową jakość życia. W końcu machnąłem ręką, stwierdzając, że i tak coś kiedyś musi przepaść, więc skoro już ma boleć, to niech choćby dobre chwile zakwitną w mojej głowie, pozostawiając poduszkę miłych wspomnień na przyszłość.
    
    Zacząłem się uśmiechać bez powodu. Moje niekontrolowane napady dobrego humoru, zaczęły mnie przerażać. Potrafiłem iść przez miasto i bezczelnie szczerzyć się do ludzi, budząc tym samym ich dobry nastrój i narażając się na odwzajemnienie uśmiechu.
    
    Poczułem gotowość, graniczącą ...
    ... z nieustającym wewnętrznym pragnieniem, by ponownie spojrzeć światu w twarz. Choć stare nawyki paliły, postanowiłem dać sobie jeszcze jedną szansę. Cudowne słońce rozświetlało, skąpane w porannych promieniach, jasne zabudowy portowych budynków. Zapach lata, przynoszący nowe szanse. Kolejne nadzieje, tak chętnie zaciągane przez spragnione ciepła dusze. Mijając strzelistą wierzę Torre dos Clérigos, skierowałem swoje kroki do Costa Coffe.
    
    I właśnie tam, zobaczyłem miraż moich pragnień sprzed lat. Namiętny, wilgotny ślad, pozostały w wygłodniałej otchłani cierpiącej duszy. Wiatr rdzawych, pachnących pożądaniem kosmyków, powtórnie magnetycznie pulsował, czekając na rozbitków, nieświadomych własnej klęski. Jednak ten etap, był już dawno zamknięty. W moim sercu kwitł nowy owoc, dający nadzieję, tej spragnionej ciepłego objawienia wiosny.
    
    Niespiesznie kiwnąłem głową w kierunku zjawiskowej syreny i oszołomiony przysiadałem przy rubasznym stoliku. Ścieżki naszych spojrzeń, przecięły się, powodując zachwyt w nieprzeniknionych zakamarkach źrenic, pokrytych rdzawym, ognistym cieniem.
    
    - Witaj… - szepnęła, wciąż patrząc zalotnie.
    
    Oniemiałem i zaschło mi w gardle. Odległe demony na powrót rozpoczynały swój szalony taniec, powodując kaskadę obrazów minionych przeżyć.
    
    - Witaj… - odparłem, wciąż nie mogąc dojść do siebie.
    
    Dryfowałem w myślach, pomiędzy przebrzydłą, ściskającą za serce tęsknotą, a szorstkością prawdziwego świata. Znałem doskonale finał tej historii, jednak jej ...