-
Deep Space Love
Data: 30.06.2021, Kategorie: starcraft, aliens, obcy, zniewolenie, science-fiction, Autor: Ravenheart
... obcymi lampionami. Upiorny blask ich światła przyprawiał o mdłości, powodował, że gdzieś na granicy świadomości pojawiał się irracjonalny, paraliżujący lęk. Im dalej szli, tym dziwnego, organicznego tworu było coraz więcej. W końcu jego różowawa tkanka miejscami zupełnie pokryła betonowe ściany. Czuli się, jakby wkraczali do wnętrza obcego, żyjącego stworzenia. Nie minęło zbyt wiele czasu, aż dotarli do miejsca, w którym nawet podłoga całkowicie pokryta była gumowatym porostem. Ryan zawahał się. Nie chciał dotykać tego organizmu, czymkolwiek on by nie był – ale rozkazy były jasne. W końcu zdecydował się i postawił nogę na plamie różowej narośli. Ugięła się lekko, ale wytrzymała jego ciężar. Poczuł, jak coś w środku przelewa się pod jego stopą, jakby stanął na wielkim, skórzastym materacu wypełnionym gęstym żelem. Przez powierzchnię organizmu przebiegło lekkie drżenie, ale poza tym nic się nie stało. Chrząknął dla dodania sobie odwagi i uczynił pierwszy krok. Pozostali marines, nerwowo rozglądając się podążyli za nim. Ostatni szedł Firebat. Pod jego pancernymi stopami ciało obrzydliwego stwora pękało z ohydnymi mlaśnięciami, pozostawiając kałuże rozlanych wnętrzności. Od tej pory szli już cały czas po żyjącym, pulsującym delikatnie kobiercu. Wrażenie było okropne, tym bardziej, że co jakiś czas organizm wydzielał lepki, cuchnący śluz, który przyklejał się do butów i groził poślizgnięciem. Ryan stawiał kroki z wielką ostrożnością. Za nic w świecie nie chciałby ...
... upaść i dotknąć odkrytą ręką tkanki obcego organizmu. W końcu dotarli do centralnej części kompleksu. Systemy sterowania – o dziwo – były sprawne. Uruchomili potężne, platformowe windy służące do transportu wielkogabarytowych obiektów i zjechali kilka pięter w dół, na poziom laboratoriów. Już w chwili, gdy stalowa konstrukcja windy z chrzęstem ruszyła w dół, niosąc ich w głąb trzewi potwornego Lewiatana, Ryan miał złe przeczucia. To co ujrzeli, gdy drzwi rozwarły się z sykiem, przeszło jednak ich najśmielsze oczekiwania. Wnętrze hali była jedną, wielką, organiczną masą. Pulsującą, nabrzmiałą sokami, wydzielającą obleśny śluz. Rozchodzące się promieniście tunele pogrążony były w ciemności, ale światła ich latarek wydobywały z mroku potworny widok. – Ja cię pierdolę… – jęknął ktoś. Ryan nie rozpoznał głosu. – Chciałbyś – mruknęła Frost wysuwając się do przodu dzierżąc w dłoniach potężną lufę działka M56A2 Smartgun. – Ale masz za małe cohones. Nie mówiąc o fiucie. Masz go w ogóle? – Szefie, co robimy…? – Ryan usłyszał wahanie w głosie jednego z sierżantów. – Idziemy – usłyszał własny głos. – Główny hub z danymi jest o pół mili stąd. Musimy podłożyć te pieprzone ładunki. Starajcie się nie wdepnąć w gówno. W każdym razie nie bardziej niż dotąd. Ruszyli. Każdy krok w tej wielkiej sali był jak wycieczka przez piekło. Monstrualne płaty czerwonego tworu zwieszały się ze ścian i pulsowały tajemniczo nabiegłymi wybrzuszeniami. Przyciągały wzrok swoją innością i ...