1. Deep Space Love


    Data: 30.06.2021, Kategorie: starcraft, aliens, obcy, zniewolenie, science-fiction, Autor: Ravenheart

    ... niesamowitością. Ich widok otwierał gdzieś w duszach tych twardych, odpornych marines szczeliny, przez które niewidzialną strużką sączył się lęk i szaleństwo.
    
    Poruszanie się w tym terenie było istnym koszmarem. Ciężkie, wojskowe buty ślizgały się po lśniącej od śluzu skórze tworu. Drgające światło latarek rzucało upiorne cienie, a wyobraźnia żołnierzy w każdym zakamarku tworzyła groźne kształty obcych, które dopiero po chwili okazywały się kolejną bulwą dziwnego tworu. Tylko bojowy firebat kroczył bez lęku, jakby nie przeszkadzało mu brodzenie w bezkształtnej brei wypływającej z rozduszanych jego metalowymi nogami narośli.
    
    Po pół godzinie dotarli do przewężenia, które kończyło się metalowymi drzwiami. Ryan obejrzał je uważnie i gestem dłoni przywołał techmana. Ten przyklęknął, zdjął pokrywę sterownika i cichutko pogwizdując podłączył interfejs do plątaniny kabelków.
    
    – To chwilkę potrwa – uprzedził. – Nie chcę przypadkowo wyzwolić procedury alarmowej. Diabli wiedzą, co tu się czai.
    
    Ryan skinął głową. Jemu też zależało tylko na tym, aby jak najszybciej wykonać zadanie i wrócić bezpiecznie na pokład Chimery. Marines otoczyli ich kołem, kierując lufy broni w otaczającą ich groźną ciemność. Zapadła krótka cisza, przerywana tylko posępnym jękiem serwomotorów. Wykrywacze ruchu milczały, ale promienie latarek omiatały nerwowo przestrzeń, szukając potencjalnego niebezpieczeństwa. Nagle uwagę jednego z żołnierzy przykuł kształt, który wydobył z ciemności jego ...
    ... reflektor.
    
    – Szefie, w tej ścianie coś jest… – Burke zrobił dwa kroki w kierunku dziwacznie wybrzuszonego fragmentu.
    
    Podniósł broń i zbliżył koniec lufy do mazistej brei pokrywającej wynaturzone, organiczne zwały.
    
    – Nie ruszaj tego durniu… – syknął ostrzegawczo Wierzbowski. Za późno. O całe życie za późno.
    
    W momencie, gdy końcówka karabinu dotknęła błyszczącej, flegmowatej powierzchni, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Pod śliską, skórzastą powierzchnią coś drgnęło i spomiędzy warstw organicznej substancji wyłonił się potężny łeb olbrzymiej istoty. Wielkie szczęki i masywne rogowe płyty osłaniające czaszkę ociekały białawym śluzem. W głębi tej potwornej głowy rozwarły się gorejące, żółte oczy. Złe oczy.
    
    – Hydralisk – wrzasnęła przeraźliwie Williams.
    
    Burke podniósł spojrzenie na wydobywającego się ze ściany stwora. To był ostatni widok w jego życiu. Olbrzymie ramię, przypominające kończynę upiornej modliszki, wysunęło się ze ściany. Długi, prawie metrowy kolec zawisł na ułamek sekundy w powietrzu i z potworną siłą wbił się w pierś marine, rozdzierając podwójny, neosteelowy pancerz jak papier.
    
    Burke wrzasnął i ostatkiem świadomości nacisnął spust. Seria pocisków uderzyła w ciało hydraliska, który jeszcze nie do końca uwolnił się z kryjówki. Potężne pociski z ciężkimi, uranowymi rdzeniami wystrzelone z bliskiej odległości wbiły się w ciało stwora żłobiąc w nim krwawe tunele. Burke już nie żył, ale zaciśnięte w ostatnim skurczu ciało mocno trzymało broń, wypluwającą ...
«12...456...17»