-
Ballada o Polikarpie. Dżes jest tylko…
Data: 01.07.2021, Kategorie: krótko, żartobliwie, szowinistycznie, bez fabuły, Autor: Man in black
Jest piątek wieczór, obce miasto. Mój wierny towarzysz szarpie się w nogawce, domaga się świeżej krwi. Wije się niespokojnie jak wąż w poszukiwaniu ofiary. Przez niego i ja chodzę podkręcony, niespokojny i wyposzczony. Tak dla formalności, nazywam Go mały, ale straszny z niego wariat. Zresztą... ze mnie też. Ruszamy razem w teren. Jest zimno, nie powiem. Z nieba sypie śnieg, mróz gryzie jak wygłodniały szczur, nawet słońce schowało się za siedmioma górami. Jednak choćby z nieba spadały żaby, a nad miasteczkiem zjawiła się szarańcza, to i tak nie problem. Wybór jest mocno ograniczony. W zasadzie ogranicza się do jednej podłej speluny. W środku panuje półmrok, w powietrzu wiją się kłęby papierosowego dymu, opary alkoholu i testosteron. Podłoga i ściany drżą od basów, które mało nie rozsadzają tanich głośników. Na parkiecie ludzi ścisk, wszyscy udają, że tańczą, obmacują się i migdalą pod ścianami. Stoliki pełne. Na dzień dobry, moją uwagę przykuwa słodki rudzielec. Śmieje się perliście do koleżanek. Mijam ją obojętnie. Nie przyszedłem tutaj nabawić się kompleksów. W ogóle tutaj nie przyszedłem. Ja tu przyszłem i zamierzam się dobrze bawić. Dzisiaj sobie folguję, a mam trochę spaczony gust. Szukam czegoś specjalnego. Lubię miejscowe żulerki. Lubię, kiedy słowa takie jak „rżnąć głupa”, nabierają dosłownego znaczenia. Już widzę odpowiednią niunię. Siedzi przy barze. Ma czarne włosy, chude kościste ramiona i tandetny tatuaż. Serce bije mi mocniej. Krótka miniówka i białe ...
... kozaczki zdobiące chude, nieco krzywe nogi, to wszystko sprawia, że mój towarzysz szarpie się, jakby próbował sam zsunąć z siebie napletek. Robi się nerwowy, a przez niego również ja. Jest pięknie. Dziewczyna ma niepokojącą urodę, w sam raz dla konesera. Jej twarz przywodzi na myśl Bangladesz. Dużo tu wszystkiego, kurewska bida i trochę egzotyki. Laska nawet nie wie, że merdam na nią ogonkiem. Tak się cieszę. Znów czuję, jak mój fallus ślini się, cieszy jak głupi do sera. Nawet wiem, co teraz myśli, kiedy tak przycinamy naszą nimfę. Szarpałby jak Reksio szynkę. Zresztą... ja też. Po wzroku, mojej jeszcze nieświadomej tego faktu, partnerki widzę, że ma ze sobą od cholery problemów. Szaleństwo w jej oczach, pewna nieobliczalność, tylko rozbudza moje pożądanie. Psycholog pogroziłby mi palcem, ale go tu nie ma. Podbijam do panny płynnym, pewnym siebie krokiem, opieram dłonią o bar i zaglądam jej w oczy. Jeśli oczy są zwierciadłem duszy, to robi się ciekawie. – Cze, postawić ci drinka? – Idę wa bank, przekrzykując głośną muzykę. Obcina mnie tym swoim mętnym, zamglonym spojrzeniem. Już się od niej nie odczepię. Ma wąskie usta, tutaj mamy drobną rozbieżność, ja i mój towarzysz. Ja nie przepadam, ale On, wiem co sobie myśli. Słyszę go w mojej głowie, jak rzuca podniecony – świetnie, może szparę też będzie miała wąską? – Sam se postaw. – Wyrywa mnie z zamyślenia jej dziewczęcy, lekko ochrypły głos. Lubię elokwentne foczki. Z tej mąki musi wyjść chleb, niechby i zakalec, ...