-
Ballada o Polikarpie. Dżes jest tylko…
Data: 01.07.2021, Kategorie: krótko, żartobliwie, szowinistycznie, bez fabuły, Autor: Man in black
... Praktycznie nie wyjmuje słomki z ust. – Polikarp. Wybucha śmiechem, brzmi to trochę jak rdza zżerająca trabanta. – Nie ma takiego imienia. – Poważnie, jestem Polikarp. – Dżesika. – Seksowne imię dla seksownej dziewczyny. Tym razem uśmiecha się bezgłośnie. Tymczasem muzyka w klubie staje się szybsza i chyba jeszcze głośniejsza. Moja nowa koleżanka przysuwa się bliżej ze swoim barowym stołkiem. Takie hokery to rzadkość. Z reguły są przymocowane do podłogi, żeby klientela nie mogła nimi rzucać. – Wiesz, że jestem wróżem? – Niemal krzyczę jej do ucha. – Powaga? – Bez jaj. Tylko nie wróżę z linii papilarnych. – A z czego? – Jej ciekawość to dobra wróżba. – Z clitoris. – Co to jest? – Mruży podejrzanie oczy. – No wiesz, cipka. Zalewa się czerwienią, ale na wąskich ustach kwitnie uśmiech. Jej uda znowu idą w ruch. Ściska je, rozchyla, ściska, rozchyla. Zauważam, że poszło jej oczko na pończosze i mój mały towarzysz staje na baczność. On potrafi docenić ten mały niuans. Dla niego to czysta poezja. Wachlowanie udami przez moją towarzyszkę pozwala mi przypuszczać, że pod jej krótką kiecką odbywa się monolog waginy. – Żartujesz... – nie jestem pewien czy to pytanie, czy stwierdzenie faktu. – Ani trochę. Powiedz, co chciałabyś, żebym o tobie powiedział, a ja to wywróżę. – No dobra. – Zaczyna się zastanawiać, a ja mam wrażenie, że spod jej miniówki bije prawdziwy żar. – Powiesz mi czy mam rodzeństwo. – Nie ma sprawy. Jest jednak ...
... mały warunek. – Jaki? – To działa, tylko jeśli masz mokro. Masz mokro? Mierzymy się wzrokiem. Widzę, jak kąciki jej ust nieznacznie drgają. Czerwieni się, ale czuję, że podoba się jej moja bezczelność. Obraca się na stołku jak wskazówka zegarka, która przeskakuje kilka godzin do przodu, po czym wraca na miejsce. – Mam. – Spuszcza wzrok i naprawdę wygląda uroczo. Moja mała słodka Dżesika. Być może jej wargi – mam na myśli te drugie usta, na które naciągnęła majtki – również sączą jej do ucha podpowiedź, jak powinna zakończyć się ta znajomość. – To włóż sobie palec i daj mi go possać. Wtedy ci powróżę. Jej ręka odruchowo ląduje na udzie. Nagle zatrzymuje się, jakby sobie uświadomiła, że nie wypada tak pchać łapki w majty. Nie tak od razu. Głaszcze się po nodze, co mój towarzysz przyjmuje owacją na stojąco. Przesuwa paluszkami w górę i w dół uda, zerkając to na mnie, to na resztę sali. Uśmiecha się przy tym trochę jak pedofil na placu zabaw, czyli ma opory, ale jest porządnie podkręcona. – Trochę głupio, tak... – Jak głupio, to nie ma sprawy. – Ej, czekaj... Obraca się na stołku w stronę baru. Nurkuje dłonią pod miniówkę i gmera chwilę przy majtkach. Patrząc na jej twarz, jestem w stanie odgadnąć dokładnie moment, w którym zanurza palec. Oczy jej się świecą i patrzy niewidzącym wzrokiem na butelki ustawione na barze. Wreszcie wyjmuje dłoń i odwraca się do mnie. Podaje palec, a ja ssę go z pietyzmem. Jak koneser. W tym samym czasie patrzymy sobie w ...