1. Ballada o Polikarpie. Dżes jest tylko…


    Data: 01.07.2021, Kategorie: krótko, żartobliwie, szowinistycznie, bez fabuły, Autor: Man in black

    ... oczy. Czuję jej ostry, cierpki smak. Dostrzegam również lubieżny grymas przemykający na jej twarzy. Jej soki smakują jak bożole otwarte w burzową noc. Ostrożnie wysuwam palec z ust, nie chcę zerwać tipsa.
    
    – I co? Mam rodzeństwo?
    
    – Szczerze? – Widzę, że przytakuje. – Nie mam pojęcia, ale smakujesz zajebiście.
    
    – Ale z ciebie aparat.
    
    Śmiejemy się razem.
    
    – Od kiedy tylko cię zobaczyłem, miałem ochotę spróbować, jak smakujesz.
    
    – Powaga?
    
    – A jak.
    
    – Zobaczyłeś obcą dziewczynę w barze i chciałeś spróbować, jak smakuje jej cipka?
    
    – Nie obcą dziewczynę, ale największą żyletę w tej spelunie.
    
    Patrzę, jak jej twarz mieni się kolorami tęczy.
    
    – Tak naprawdę, – pochylam się do jej ucha, – to mój kutas cię wypatrzył.
    
    – Taki jesteś wyszczekany?
    
    Nasze twarze dotykają się policzkami. Jej skóra jest równie rozpalona co moja. Przesuwa głowę w taki sposób, że niemal dotykami się nosami. Oddychamy na siebie gorącym powietrzem, pełnym napięcia, pożądania i obietnic. Nasze oczy płoną jak żarzące się węgle. Gdyby mój towarzysz potrafił, wypełzłby z nogawki i ukąsił ją prosto w waginę. Czuję jej udo przy swoim.
    
    – Chcesz wiedzieć, co wywróżyłem?
    
    – Wal śmiało. – Jej głos jest jeszcze bardziej zachrypnięty i zmieniony. W zasadzie jestem pewien, że w tej chwili przemawia do mnie jej szparka. – Co takiego powiedziała ci moja cipka?
    
    – Powiedziała, że jest nabuzowana i rozpalona jak Etna przed erupcją. Powiedziała również, że już cieknie jej lawa i jak czegoś ...
    ... wspólnie z tym nie zrobimy, to zaleje całą tę budę. A na pewno twoje słodkie uda.
    
    W tej chwili dyszymy na siebie jak parowozy na peronie. Nasze usta coś do siebie przyciąga. To magia pożądania. Nasze języki drżą schowane za zębami niczym harty przed gongiem rozpoczynającym szalony wyścig. Pragnę położyć rękę na jej nodze, ale jeśli to zrobię, wezmę ją na oczach wszystkich gości. Ta chwila mnie wykańcza. Spalam się i czuję, że ona również się spala. Zaczynam naprawdę rozważać, czy nie rzucić się na nią.
    
    – Spieprzajmy stąd. – Rzuca wreszcie, łapie mnie za rękę i niemal wybiegamy z baru.
    
    W pogoni za taksówką ustalamy, że jedziemy do niej. Jestem nakręcony jak Orfeusz. Ja też poszedłbym za nią do piekła. Łapię taksówkę i wskakujemy na tylne siedzenie. Dżesika rzuca adres, szofer rusza i świat za oknem rozmywa się jak ruchoma makieta. Nie mam pojęcia czy to my jedziemy, czy ruszyły wszystkie kamienice i szczerze? Gówno mnie to obchodzi.
    
    Dziewczyna do mnie lgnie, wije się i tuli do mojego ramienia. Ja też wiercę się niespokojnie. Taka chemia zdarza się rzadko. Jesteśmy podnieceni do tego stopnia, że cały świat mógłby przestać istnieć. Czuję jak w jej ciele płynie krew. Czuję się jak dziecko zasypane masą prezentów, jak Kopernik, który właśnie wstrzymał słońce i poruszył ziemię i wreszcie czuję, że dobry Bóg nie patrzy, bo wie, że tak jak każdy pies lubi się czasem wytarzać w gównie, tak ja czasem muszę się zerwać z łańcucha.
    
    – Naprawdę stanął ci na mój widok? – Szepcze ...
«1...345...9»