-
Ballada o Polikarpie. Dżes jest tylko…
Data: 01.07.2021, Kategorie: krótko, żartobliwie, szowinistycznie, bez fabuły, Autor: Man in black
... mi czule do ucha. – Od pierwszej chwili. – To takie romantyczne. – Śmiejemy się chwilę, ale nerwowo i krótko. – Sama sprawdź. Drobna dłoń ląduje na moim kroczu. Chwilę szuka i szybko znajduje twardą wypukłość. Głaszcze ją ostrożnie, jakby czochrała małego szczeniaka. Niemal wszystkie włosy stają mi dęba. Cóż za wspaniała pieszczota. Ta drobna rączka, jest coraz bardziej śmiała. Wsuwa się między moje uda, ociera o ściśnięte jądra i znowu wraca tam, gdzie dżinsy są sztywne. – Nie rękami głupia. Waha się chwilę, rzucając mi spojrzenie w stylu – co ja z tobą mam – po czym zerka na kierowcę. Nagle jej głowa pochyla się, paluszki szybko radzą sobie z rozporkiem i wreszcie mój wierny druh wyskakuje na scenę. Pojawia się trochę w stylu deus ex machina. To dobre wejście. Teraz to On czuje ciepły rozpalony oddech, który zdaje się nie wydzielać z płuc, ale z głębi jej pochwy. Nagle bierze go do buzi. Połyka całego, wyjmuje i naprawia drobne potknięcie. Ściąga skórę z napletka. W tej chwili mój towarzysz i nowa znajoma patrzą sobie głęboko w oczy. Wreszcie połyka go. Jej głowa rozpoczyna słodki taniec w górę i w dół, jak winda, która potrafi cię zawieźć do raju. Taksówkarz zerka w lusterko. Patrzy na nas lubieżnie, zagryzając wargę. Odwraca się do mnie i unosi kciuk w górę. Uśmiecham się do niego i wolną ręką pokazuję to samo. Kciuk w górę. Mała, masz pierwszego lajka. Ruchliwe usta Dżesiki – która normalnie nie pozwala się dosiadać obcemu facetowi – robią ...
... mi naprawdę dobrze. Tuli moje prącie z ogromną inwencją. Pewnie chce się popisać, ale w to mi graj. Nie ma w tym nic zdrożnego. Po kilku minutach czuję, że w moich jądrach gromadzi się energia, która z powodzeniem zaopatrzyłaby w prąd całą Europę wschodnią. Moje ciało zaczyna się spinać. Mrowienie dociera do żołędzi. To jak końcowe odliczanie przed startem rakiety. Za chwilę, ta mała wyśle mnie na księżyc. Jestem gotowy na tę podróż. Czuję, że zaraz dam prawdziwy pokaz sztucznych ogni. Muszę być prorokiem, bo po chwili spuszczam się w jej ustach tak obficie, że w myśl teorii chaosu, mój strzał być może, wywołuje prawdziwe tsunami na drugiej stronie globu. Przyjaciółka, jestem pewny, że się zaprzyjaźnimy, robi co może, żeby opanować sytuację. Chyba jest zaskoczona, ale jeśli tak, to mile zaskoczona. Wysysa mnie jak dojrzałą pomarańczę i podnosi głowę. Patrzy na mnie i się uśmiecha. Ja jeszcze nie mogę jej odpowiedzieć tym samym. W tej chwili patrzę na nią z bardzo wysoka. Stoję na krawędzi księżyca i skaczę w dół. Uczucie spadania to dodatkowy bonus. Lecę w próżni, pośród gwiazd, dopiero po chwili dostrzegam światła tej mieściny. Wreszcie znowu jestem w taksówce. Otrząsam się z błogostanu i patrzę, jak moja znajoma oblizuje usta. Pochylam się do jej ucha. – Cudownie obciągasz. – Niepotrzebnie robię się romantyczny, ale to moja chwila słabości. Każdy je miewa. – Postarałam się, nie? – Bez dwóch zdań. – Jak Dżes robi loda, nie ma chuja we wsi... – Trochę się ...