1. Ballada o Polikarpie. Dżes jest tylko…


    Data: 01.07.2021, Kategorie: krótko, żartobliwie, szowinistycznie, bez fabuły, Autor: Man in black

    ... chwali...
    
    Po chwili szofer zatrzymuje się, sięgam po portfel i płacę. Nie jestem pewien czy starczy mi na taryfę do domu, ale mam to w tej chwili głęboko gdzieś. Łapiemy się za ręce i biegusiem kierujemy do jej kamienicy. Uliczna latarnia rzuca biały placek światła na zaśnieżony trawnik. Śnieg skrzypi nam pod nogami i w końcu wpadamy do bramy, gdzie szybko wchodzimy na klatkę schodową.
    
    Moja towarzyszka cicho otwiera drzwi. Instruuje mnie, że ojciec jest na nocnej zmianie, a matka pewnie śpi. Wyciągam z tego jeden wniosek. Lepiej nie narobić hałasu. Wpadamy do środka, niunia zamyka drzwi na klucz i przemykamy przez ciemne mieszkanie do jej pokoju.
    
    Na miejscu młodociana gospodyni zapala lampkę nocną. Otacza nas mętny krąg intymnego światła, który nie pozwala rozejrzeć się po pokoju, ale zauważam kilka psychodelicznych plakatów. Tak jak mówiłem, ta foka ma nie po kolei w głowie. Ale ja też. Siedzimy na wersalce. Okazuje się, że pod nią jest schowek, w którym znajduje się skręt. Palimy. Wciąż mamy uczucie, jakby taksówka jeszcze się nie zatrzymała. Świat nadal umyka nam spod stóp. Jest pięknie. Jest magicznie.
    
    Siedzimy oparci o ścianę. Jej noga leży na moim udzie. Moja dłoń wędruje po niej ostrożnie. Od kolana kieruję się w głąb. Pończocha wydaje się nieco zbyt luźna. Marszczy się, co wywołuje euforię u mojego przyjaciela. On kocha takie obrazki. Zmarszczona pończocha na kobiecym udzie to dla niego to samo, co kaplica Sykstyńska dla innych. Tyle że ten obraz nie ...
    ... powstaje przez lata. Po prostu się staje, jest jak zmarszczona tafla jeziora, która nagle zastyga. To zaczarowana chwila. Wodzę palcami po materiale zdobiącym jej nogi i ponownie zasycha mi w gardle.
    
    Docieram dłonią do pachwiny, wyczuwam żar i wycofuję się, przy akompaniamencie dziewczęcych westchnień. Ponownie dobijam dłonią do gorącej przystani. Wyczuwam jej niecierpliwość i krążę dłonią tam i z powrotem. Jak fala obmywająca brzeg. Wreszcie moje palce docierają do wzgórka. Ciało Dżesiki zastyga w bezruchu. Spina się i emanuje gorącem. Z jej waginy sączy się gorączka piątkowej nocy. Niemal mnie parzy. Jej szparka pulsuje, wije się z pożądania. Jest jak śliski małż kurczący się i rozluźniający w rytm pływów mojej dłoni.
    
    – Moja cipka nie gryzie. – Ma rozmarzony głos.
    
    Nie chcę być złośliwy, więc rozpoczynam swoją podróż. Moja dłoń jest w tej chwili jak Marco Polo. Płynie po jej ścięgnie pachwinowym, które kończy się pulchnym i mokrym wzgórkiem. Jej cipka jest jak syrena, śpiewa kusząco, mami mnie, robi mi wodę z mózgu, a ja nie mam czym zatkać uszu. Zresztą nie chcę ich zatykać. Wsuwam palce pod wilgotny materiał i docieram do celu. Nazwałbym jej wzgórek, wzgórzem spełnionych marzeń, bo z pewnością spełnię w nim swoje marzenie. Razem spełnimy, ja i mój wierny druh. Pieszczota moich palców sprawia, że spomiędzy drobnych niczym malutkie języczki warg, sączy się śluz. Moja mała niunia cieknie jak nieszczelny kran. Ubóstwiam ją za to. Przekonuje mnie do siebie również tym, jak ...
«12...567...»