-
Olivia, Victoria II - cz. XLI
Data: 23.07.2021, Autor: franek42
... jak i nasz ulubiony parking. Po słowach Roberta Olivia zeszła powoli z jego kolan i powróciła na swoje miejsce obok Kasi. Robert uruchomił silnik i ostrożnie włączył się do ruchu. Dojechał do skrzyżowania i skręcił na drogę główną wiodącą w kierunku Sandomierza i Bochni. Na kolejnym skrzyżowaniu skręcił na drogę prowadzącą do Bochni przez puszczę Niepołomicką. Po kilkunastu kolejnych minutach minęli Niepołomice i zbliżali sie do parkingu na skraju puszczy Niepołomickiej. - Czy mam zatrzymać się w pobliżu baru, abyśmy mogli zjeść wczesny lunch czy jedziemy od razu na nasze ulubione miejsce postojowe? - zwrócił się Robert bezpośrednio do Victorii, a pośrednio do wszystkich uczestników podróży, kiedy wjeżdżał już na parking. - Hej! Słyszeliście, co powiedział Robert? Czy jemy teraz w tutejszym barze czy później po drodze? - upewniała się Victoria czy wszyscy uczestnicy słyszeli pytanie Roberta. Świeże powietrze wzmogło pewnie apetyt u wszystkich, a szczególnie u Olivii, która znała już bar przy parkingu i wyśmienite potrawy serwowane przez jego kuchnię. - Wydaje mi się, że jest to dobry pomysł, bo mają tutaj bardzo dobre jedzenie - Olivia jako pierwsza zabrała głos i wyraziła swoją opinię co do lunch'u. - Popieram. Też mi tu zawsze smakowało, więc sądzę, że i wam posmakuje - poparła Olivię Victoria, zwracając się do pozostałych uczestników, którzy po raz pierwszy jechali tą trasą. Nie było specjalnego tłoku na parkingu, więc Robert bez większych ...
... problemów zaparkował samochód i po chwili cała szóstka wylądowała w barze. Natychmiast pojawiła się przy nich właścicielka baru, witając ich jak dobrych znajomych i wskazując miejsce. Kiedy usadowili się przy jednym z długich stołów, zaproponowała na początek napoje. Wybrali soki z Tymbarku i gazowaną wodę mineralną. Kiedy pojawiła się z napojami, Robert zapytał więc, jakie potrawy oferuje w formie wczesnego lunch'u. Przedstawiła kilka propozycji dań barowych w postaci; zupy gulaszowej po węgiersku, żurku z kiełbasą, barszczu z uszkami, zawijanego placka ziemniaczanego również po węgiersku, flaków cielęcych, duszonych żeberek, duszonej wątróbki i udek z kurczaka. Wymieniła też kilka potraw rybnych z ryby świeżej i mrożonej. Po krótkiej wymianie zdań wszyscy zgodzili się, aby to Robert wybrał potrawy dla wszystkich. - Oczywiście, jakżeby inaczej. Chcecie mieć kozła ofiarnego, żebyście mieli na kogo zwalić i narzekać, jeżeli coś nie będzie wam smakować, prawda? - Robert udał rozżalonego, pokrzywdzonego przez los faceta. - Jakiś ty biedny, mój mężu. Jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś kiedyś narzekał na ciebie. Zawsze nam smakowało to, co kiedykolwiek zamówiłeś w naszym imieniu, więc po co te żale na wyrost? - powiedziała Victoria, uśmiechając się do swojego ślubnego, robiącego z siebie męczennika (czytaj; ofiarę). Robert słysząc słowa Victorii, niemal roześmiał się w głos. - Poprosimy więc sześć razy zupę gulaszową i sześć razy placek ziemniaczany po węgiersku ...