-
Świąteczny prezent
Data: 14.08.2021, Kategorie: podróż, chata, zima, namiętność, tajemnica, Autor: _Dom_
Ciepły poblask rozpalonego kominka, lekko muskał kształt naszych nagich ciał. Przytulony do jej pleców, pieściłem silnymi dłońmi jej cudowne piersi. Twarde sutki czekały z utęsknieniem na moją pieszczotę. Jasny miękki dywan drapał zawadiacko, gdy ocierałem męskością o jej pośladek. Zatopiłem nos w jasno-rudych fantastycznych lokach. Pachniały wybornie, nutą przypominając sosnowy las, dokładnie w tym magicznym momencie poranka, gdy wszystko budzi się do życia. Odchyliła głowę, pozwalając pieścić pocałunkami łabędzią szyję i zmysłowy, delikatny kark. - Mrrrrrr – zamruczała, kiedy głaskałem jej płaski brzuch, lekko zakręcając palcem przy pępku. - Schrupię cię zaraz… – wyszeptałem tuż przy jej uchu, jednocześnie końcówką twardego języka liżąc jej płatek. - Tylko spróbuj, wariacie… – zachichotała, mocniej się we mnie wtulając. Przesunąłem dłoń na jej biodro i z nieskrywaną ochotą przejechałem po jej doskonałym udzie. Gładziłem namiętnie co chwilę muskając, niby przypadkiem, gustownie przyciętą kępkę włosków tuż nad cipką. Powracałem okrężnymi ruchami, za każdym razem zbliżając się do wewnętrznej części cudownych, jędrnych ud. Czułem jak mocno oddycha, rozchylając delikatnie zmysłowe usta w rozkosznym uniesieniu. - I co, może jeszcze mnie zbałamucisz… - wyszeptała półprzytomnie. - Najpierw sprawię, że twoja cytrynka nabierze wigoru… - powiedziałem zmysłowo, wkładając silną dłoń w przestrzeń chętnych ud. Drżąc, rozchyliła je lekko, pozwalając na zmysłową podróż ...
... opuszków palców w kierunku wilgotnej muszelki. Zatoczyłem kilka kółek nad rozgrzanym, czekającym na pieszczoty trójkącikiem by po pewnym czasie otrzeć opuszkiem, mokrą dziurkę. Rozchyliłem płatki i powoli wsadziłem palec w pulsującą przestrzeń. Zamruczała rozkosznie, szerzej rozchylając uda. Kiedy wkładałem kolejny, mocniej chwyciła moje blond kosmyki, przyciskając namiętnie do szyi. - Przestań… - wyszeptała – zawsze doprowadzasz mnie na skraj… - nie dokończyła, gdy kciukiem lekko musnąłem łechtaczkę. - …rozkoszy… – dodała leniwie po chwili. Wierciłem się łapą nieznośnie. Gdy odchylała głowę, jednocześnie omiatając fantastycznymi lokami. W końcu przywarła ustami, ofiarowując szalony pocałunek. Delikatnym, zadziornym i wszędobylskim języczkiem, plądrowała przestrzeń moich ust. Odwdzięczyłem się z nawiązką, szorując moim twardym ozorem po delikatnym podniebieniu. Wciąż trwała w hipnotycznym transie, nieświadomie przygryzając moje spierzchnięte usta. Wariatka – pomyślałem z niemałą przyjemnością. Zawsze wystarczył jeden zadziorny uśmiech, jedno spojrzenie w przestrzeni nienasyconych fantastycznych źrenic, jedno muśnięcie delikatnej dłoni, by moje zmysły doznawały przypływu niebywałej energii, a w okolicy serca rozchodziło się miłe, zmysłowe ciepło. Nie znosiłem jej za tak cudowne pobudzenie, skrywane na dnie mojej poszarpanej życiem duszy. Nie zasługiwałem na nią, jednak skoro już była to dobrze. Wciąż całując namiętnie, uchwyciłem delikatny kark. Wplotłem palce w ...