-
Świąteczny prezent
Data: 14.08.2021, Kategorie: podróż, chata, zima, namiętność, tajemnica, Autor: _Dom_
... głowach, wyjąc z przerażenia. Pamiętam kiedy rok wcześniej, stanąłem przy wejściu do tego domu. Nigdy nie wierzyłem, że odnajdę to magiczne miejsce. A ono jednak istniało, zaś los tak pokierował moją drogą, że pomimo zamieci pewnego wieczoru, chata stanęła przede mną, wynurzając się powoli ze śniegu. Na spadzistym dachu leżał okruch wielkiego białego puchu. Gdyby nie lekko odsłonięte fragmenty zabudowy, nigdy bym jej nie zauważył, przechodząc nieświadomie tuż obok. Byłem zaskoczony, tym szczególnym w swym rodzaju znaleziskiem. Wciąż patrzyłem, przestępując z zimna i nie mogąc uwierzyć we własne, rysujące się przeznaczenie. Po dłuższym namyśle przeżegnałem się w myślach i wszedłem. Było mi tak cholernie zimno, że zrobiłem to bez zbędnego zastanowienia, odruchowo, wręcz pospiesznie. Zrobiłem śmiały krok i już po chwili byłem w środku. Serce biło mi mocno, powodując nerwowy, przyspieszony oddech. Nigdy nie uważałem się za świętego, pomimo kilku skrywanych głęboko niepoprawnych pragnień. Liczyłem się z każdą ewentualnością, zahaczając wyobraźnią o piekielny krąg potępionych dusz, w którym z pewnością mógłbym wylądować. Jednak chłód zrobił swoje. Potężny huk zatrzaskujących się drzwi sprawił, że zamarłem, niechybnie oczekując najgorszego. We wnętrzu, przywitała mnie skryta w półmroku izba. Rozpalony kominek raźno trzaskał, co chwilę wystrzeliwując kilkanaście jasnych iskier. Strawa i wino zachęcały aromatem, prezentując się z dumą na drewnianym masywnym stole. Zrzuciwszy ...
... przemoczone, sztywne od śniegu odzienie, zasiadłem przy ławie, w myślach dziękując gospodarzowi za tak bogaty poczęstunek. Sen zmorzył mnie dość szybko, biorąc pod uwagę kilkudniową, ciężką tułaczkę. Był zupełnie jak ciche objawienie. Ciepły dotyk delikatnej, kobiecej dłoni, przywołał mnie do rzeczywistości. Otworzyłem leniwie oczy, powracając z całkiem przyjemnego letargu. Nie wiem ile trwała moja drzemka. Może godzinę, może pięć, a może jedynie kwadrans. Widok uśmiechniętej, sympatycznej dziewczyny, rozwiał resztki snu. Gdyby nie delikatne kurze łapki, nieopodal fantastycznego, głębokiego spojrzenia, dałbym jej góra dwadzieściaparę lat. Przepiękna, ruda niewiasta z otoczką rubasznych piegów tuż przy niewielkim, zadziornym nosku. Jasna, zwiewna koszula, ciągnąca się aż do kolan, napinała się zawadiacko w okolicach krągłych, dorodnych piersi, lekko prześwitując w świetle kominka. Delikatne, bose stopy z lekkością muskały podłogę, zaś smukłe uda połyskiwały eksponując piękną, lśniącą skórę. Nie wiem skąd się tam wzięła, jednak czułem jej bliskość i cudowny kwiatowy zapach. Uśmiechała się do mnie zalotnie, pozwalając pieścić zmysły zjawiskowym spojrzeniem, w którym iskierki, rozświetlały nieprzeniknione przestrzenie fantastycznych źrenic. - O wreszcie jesteś, bardzo się cieszę, tak długo na Ciebie czekałam… - wyszeptała, głaszcząc mnie po głowie, jak małe dziecko. Bez namysłu wtuliłem się w jej gorące, rozgrzane bijącym sercem piersi. Były cudownie miękkie i rozkosznie ...