-
Wojna i walka o przetrwanie w domku u Roberta
Data: 28.08.2021, Kategorie: Inne, Autor: Mariusz Nowak
... nam paliwa. Zrobiło się zimno. Postanowiliśmy przespać się w samochodzie, bo była już noc i nie znaliśmy okolicy. O świcie obudziło nas pukanie w szybę samochodu. Zerwałem się uderzając głową w podsufitkę. Jakiś facet stał na zewnątrz. Nic nie było widać przez oszronione szyby. Otworzyłem delikatnie drzwi.- Utknęliście ? - zapytał.- Zabrakło nam paliwa.- Wsiadajcie. Podwiozę was do mnie. Nie pytałem. Obudziłem Anię. Wsiedliśmy do jeepa. Kierowca miał na imię Robert. Pochodził z okolic i miał 40 lat. Powiedział, że mieszka sam od roku, jest po rozwodzie i ma sporo miejsca. Może nas przygarnąć na jedną noc. Zgodziliśmy się, bo i tak nie mieliśmy innej alternatywy.Jechaliśmy po serpentynach, a później Robert zboczył z drogi i wjechał w las. Trochę się zaniepokoiłem, ale po kilkunastu minutach ukazał się całkiem miły drewniany domek.- Tu będziemy bezpieczni – powiedział – Z drogi nas nie widać, z powietrza nikt jednym domem nie będzie się interesować. Ograniczymy się z ruchami wokół domu i przemieszczaniem się. Znam teren i będę wyruszać do miasta po jedzenie.- Ale my nie mamy teraz pieniędzy, chyba, że sytuacja się uspokoi to obiecuję oddać za wszystko kasę – powiedziałem.- Jakoś się dogadamy – odpowiedział. Pokazał nam pokój w którym możemy spać. Był ciasny, ale przytulny. Dla nas dwóch w sam raz.Tak minął tydzień. Siedzieliśmy razem, poznając się wzajemnie. Robert powiedział, że Rosjanie dotarli, aż tutaj. Każdy dostał przepustki, żeby móc się poruszać. Wspomniał, że w ...
... sklepach jest pusto i trzeba przycisnąć pasa. Najgorzej, że zima szalała a wyjazd nie był możliwy, bo ruscy blokują wszystkie drogi na zachód i południe. Piechotą się nie uda, bo to przeprawa 40 km w minusowej temperaturze. Zrozumieliśmy o czym mówi. Miało to sens, tym bardziej, że pochodził z tych okolic. Byliśmy na niego zdani. Po dwóch tygodniach, Robert wracając z nocnego wypadu do miasta, powiedział, że Rosjanie zrobili się agresywni. Brakowało im zapasów. Zdarzały się gwałty i egzekucje, za brak posłuszeństwa i kradzieże srogie kary. Niepokoiły mnie te doniesienia.Następnego ranka Robert wysłał mnie do lasu po drzewo. Kiedy wracałem, zauważyłem ciężarówkę wojskową pod domem. Nogi ugięły się pode mną. Sparaliżował mnie strach. Ukryłem się za zaspą śniegu. Spędziłem tam godzinę. Myśli kłębiły mi się w głowie. Przecież tam została Ania. Kiedy odjechali, pobiegłem co sił w nogach do domu. Wbiegłem cały blady. Ania siedziała przy stole z Robertem.- Jak oni tutaj trafili – zapytałem.- Ktoś wygadał się w mieście. Takie czasy, teraz wszyscy żeby przetrwać, kapują – odpowiedział.- Czego chcieli ?- Pytali kto tu mieszka i zrobili spis. Szukali mężczyzn do pracy. Nie wiem jakiej. Może do fortyfikacji. Nie znam się na tym.- I co ? - zapytałem.- Nie podawałem ciebie, bo by cię zabrali do roboty.- Dzięki.- Powiedziałem, że mieszkam tu z żoną co jest w ciąży. Widziałem jak się na nią gapią, ale gdy usłyszeli, że spodziewa się dziecka to chyba to ją uratowało.- Przed czym – zapytałem.- Pewnie ...