-
Do piekielnego dna
Data: 25.09.2021, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek
Największy błąd jaki może zrobić facet po wejściu do baru, to podrywanie pracujących tam dziewczyn. Doskonale o tym wiedziałem, każdy to przecież wie, bo to wiedza powszechna. Sami jednak rozumiecie jak jest kiedy się pije, głowa staje się coraz cięższa, umysł proporcjonalnie lżejszy, a język wpada w nieskrępowaną samowolę. Wtedy nietrudno o kłopoty i robienie oczywistych głupstw. A jeżeli uważacie, że jesteście na tyle wyjątkowi, że wasza gadka ruszy magicznie jakąś barmankę czy kelnerkę to tkwicie w dużym, smutnym błędzie.Siedziałem przy samym barze na stołu pokrytym popękaną, czarną skórą. Piłem piwo, bo co innego cholera mogłem tutaj niby pić. Powietrze było gęste od szarego, papierosowego dymu – to ten typ baru. Za ladą stała Kamila. Takie imię od niej wyciągnąłem, ale nie byłem pewien czy nie wcisnęła mi kitu. Kamila miała białe farbowane włosy kończące się przy ramionach i ciemne brwi razem z oczami. Okrągłą, przyjemną twarz i srebrny kolczyk w niedużym nosie. Do tego piersi i tyłek na miejscu. W sam raz.Oglądałem ją sobie znad kufla bardzo długo. Przez cały ten czas próbowałem do niej zagadać. Rzucałem jakieś uwagi, które okazywały się drętwe. Na żartach się nie znałem, ale też próbowałem coś sprzedać. Nic z tego nie wychodziło. Wyraźnie nudziłem ją masakrycznie.– Ilu takich natrętnych gości jak ja masz w tygodniu? – zapytałem ją w końcu.– Całą masę – parsknęła na odczepne.– A ilu o to pyta?– Tylu samo.Wiedząc, że nic z tego nie będzie, zszedłem ze stołka i ...
... rzuciłem jej słony napiwek. Niezbyt mnie było stać na takie gesty, ale chyba wypadało to jakoś zrekompensować. Na do widzenia jeszcze raz obejrzałem sobie jej cudowną dupcię w czarnych legginsach. Cholera jasna, że też goście tacy jak ja, nigdy nie dostają podobnych słodkości. Zanim wyszedłem, podbił do mnie koleś, który chyba robił tutaj za ochronę.– Jeszcze raz będziesz zaczepiał Panie to inaczej pogadamy – rzucił groźnie.– Że co?– Mówię, żebyś się tu już więcej nie pokazywał.– A co ona twoja matka, czy jak?– Nie. Dziewczyna.Machnąłem zrezygnowany na niego ręką. Pieprzony białorycerz się znalazł.Wylazłem stamtąd i po kilku krokach jakiś dwóch kolesi spytało mnie o ogień. Dziwne typy. Sądzili chyba, że sfrajerzę – ich głupie, naiwne łby. Nie miałem. Chuj im w dupę. Ruszyłem przed siebie, ulicą oświetloną przez wysokie lampy. Warkot aut był nie do zniesienia. Postanowiłem udać się na przystanek, a z niego pojechać do akademika, w którym mieszkałem. W autobusie nie wydarzyło się nic ciekawego poza rzygającym w rogu nastolatkiem o zielonych włosach. Banda jego mieszanych płciowo kumpli zaśmiewała się w głos. Wysiadłem i powłóczyłem do starego, szarego klocka o trzech piętrach. W prawie wszystkich oknach paliło się światło. Był przecież piątek wieczór, więc mnie to kurwa nie dziwiło. Wszedłem do środka, ale portier zatrzymał mnie z zaskoczenia. Pieprzony czujny cieć, lepszy niż najdroższy system alarmowy.– STAĆ! – krzyknął przejęty i wylazł ze swojej prowizorycznej strażnicy.– O co ...