-
Do piekielnego dna
Data: 25.09.2021, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek
... klopa. Zgasiłem światło. Ciemny pokój wypełnił się pomarańczową łuną, mającą swoje źródło w kloszu miejskiej lampy. Zdjąłem buty, rozebrałem się i wpakowałem do wyra. Drugie łóżko, stojące pod przeciwną ścianą, stało puste, idealnie zasłane. Nie było mojego współlokatora, pieprzonego pedanta. I dobrze. Pewnie pojechał do domciu, do swojej mamusi. Cwel jeden. Nienawidziłem gnoja. Ze wzajemnością oczywiście.Chyba urwał mi się film, bo ocknąłem się na odgłos pukania do drzwi. Podniosłem się i chwiejnym krokiem podszedłem tam. Otworzyłem. Na korytarzu stała Baśka. W tej swojej kusej koszulce i fajnej spódniczce. Nogi błyszczały jej w świetle żarówki.– Śpisz? – spytała prześmiewczo.– Tak.– A co powiesz na to?Wyciągnęła zza pleców pół litra czystej Żubrówki. Miła dziewczyna.– O Jezu… – wyjęczałem.– Daj spokój. Będzie fajnie. Obiecuję– Okej. Wchodź.Wpuściłem ją do środka i zajrzałem do szafek w poszukiwaniu jakiegoś szkła. W małej lodówce była butelka 7UP, należąca do mojego ukochanego frajera. Wziąłem ją i zrobiłem nam po drinku. Potem poszliśmy do pokoju. Ja usiadłem na swoim łóżku, ona na tamtym idealnie posłanym. Już nie było idealnie posłane. Baśka napiła się i od razu potem skrzywiła.– Cholernie mocny mi zrobiłeś!– Nie ma za co.Zeszła z tamtego łóżka i usiadła obok, przycisnęła swoje chude, gładkie udo do mojego. Poczułem ostry zapach jej perfum, a może dezodorantu. W każdym razie nie najgorszy. A co mi tam cholera, pomyślałem. A potem ją pocałowałem. W usta. Długo i ...
... namiętnie. Dzieci kwiaty zamieniły nas w łatwą generację.– Internet miał nam ułatwić życie, miał zrobić z nas nadludzi, pozwolić latać w kosmos, dać dostęp do nieograniczonej wiedzy, a my tymczasem wchodzimy głównie na strony z pornosami i się masturbujemy. Niezłe z nas małpy – wypaliłem bez powodu.– Nigdy o tym nie myślałam, ale chyba masz rację – przyznała.Wypiliśmy swoje drinki, w międzyczasie się dużo całując. Gadaliśmy też trochę o duperelach i studiach. W końcu ja poszedłem zrobić po nowym, a ona schowała się w łazience. Dźwięk lecącej z kranu wody sprawił, że zachciało mi się spać. Kiedy wyszła, oznajmiła mi:– Widziałam w łazience karalucha.– W całym akademiku jest ich pełno, nic nowego.– U mnie w pokoju nie ma.– Nie?– No nie.Wróciliśmy na moje wyro. Ona napiła się znowu, ale ja powąchałem tylko szklankę i od razu mi się cofnęło. Za dużo dzisiaj wypiłem, zdawałem sobie z tego sprawę. Ale popadłem w dziwny stan, osobliwe szaleństwo. Chciałem więcej i więcej, do odcięcia, do końca, do piekielnego dna. Przemogłem się więc i wypiłem od razu połowę, jakoś przeszło przez gardło. Dziewczyna utkwiła we mnie swoje jasne oczy.– Hmh? – zamruczałem tylko jako pytanie, bo wiedziałem, że każde nowe zdanie powstające w głowie, wyjdzie z moich ust kompletnie odmienione.– Masz gumki? – spytała niby obojętnie.Pokiwałem głową, że tak. Potem wstałem, sięgnąłem do portfela i wyjąłem jedną prezerwatywę. Położyłem się obok niej. Baśka odłożyła szklankę z wypitym drinkiem na parapet. Pocałowała mnie ...