-
Do piekielnego dna
Data: 25.09.2021, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek
... krótko w usta, a następnie pochyliła głowę i zaczęła gmerać przy moim kroczu. Pomogłem jej trochę i po chwili mój miękki jeszcze penis wylądował w kobiecych ustach. Przez moment patrzyłem jak jej wargi obejmują, będącego jak z gumy małego. Zajmowała się nim przez chwilę i coś tam drgnęło. Pomyślałem nagle o niesprawiedliwości w tych kwestiach. Przecież w drugą stronę to faceci nie bardzo. Nie widzi nam się jakoś lizać przygodnych cipek. Chyba nie robimy tego ze strachu. W każdym razie udało jej się postawić mnie do pionu. Zdjęła majtki i rzuciła je na podłogę. Potem nabiła kondom na pal, podciągnęła swoją spódniczkę i usiadła na mnie okrakiem. Wszedłem w nią bez oporu, było to całkiem przyjemne. Ściągnęła przez głowę koszulkę, potem stanik i siedziała teraz na mnie naga. Jej piersi naprawdę były małe i spiczaste, z drobnymi brodawkami. Jeździła po mnie i jeździła. Chyba sprawiało to Baśce dużą frajdę, bo co jakiś czas stękała zadowolona. Prawdopodobnie osiągnęła orgazm, nie jestem pewien, bo straciłem rachubę czasu. W końcu przyszła moja kolej. Położyła się na plecach i rozłożyła nogi, a ja zadarłem tę spódniczkę do góry. Nie bardzo przyglądałem się jej cipce, raczej miała ogoloną na zero. Wszedłem w nią i zacząłem dymać jak zwierzak. Pchałem i pchałem, mocno i szybko, chcąc ...
... mieć to już za sobą. Nie patrzyłem na nią, tylko obok, w sumie to zamknąłem oczy. Długo nie mogłem skończyć z powodu swojego stanu. Obawiałem się, że nic z tego nie będzie. Tkwiłem między jej nogami i cały czas, sumiennie waliłem ją niczym zaprogramowany. Chyba jej to nie przeszkadzało. Kiedy w końcu zacząłem się spuszczać to myślałem, że nigdy nie skończę. Wszystko ze mnie wyszło. Cały zły wieczór, ta nieudana akcja z barmanką o imieniu Kamila, ogólne kiepskie samopoczucie, słaba praca i dziesiątki odsyłanych opowiadań. Kij w oko całemu światu. Byłem przez kilka sekund królem. Wystarczy.Potem zaliczyliśmy osobno łazienkę, poleżeliśmy też mało gadając. Oznajmiła mi w końcu, że był to miły wieczór, ale musi do siebie wracać.– Nie ma sprawy. Mnie też było miło.Chwilę oglądałem ją jak wychodzi. Nie zapaliła światła. W końcu drzwi się zamknęły i zostałem całkiem sam. Dopiłem drinka do końca. Potem się położyłem. Nie mogłem jednak spać. Szumiało mi w głowie, cholerny helikopter. Do tego pieprzone światło wpadało przez okno. Podniosłem się z wyra i zasłoniłem rolety, a potem pognałem do kibla. Znowu rzygałem, tym razem nie widziałem żadnego karalucha. Wróciłem i znowu się położyłem. Totalna, nieprzenikniona czerń i ja w niej. Teraz było całkiem dobrze. Lepiej niż zwykle.Zasnąłem.