1. Do piekielnego dna


    Data: 25.09.2021, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek

    ... chodzi? – spytałem znużony.– Pan tutaj mieszka?– Oczywiście, że tak. Co za głupie pytanie.– Pytanie jak pytanie.– Dwa dni temu też mnie pan zatrzymał.Popatrzył na mnie przez chwilę, przyglądał mi się z uwagą – może w końcu mnie zapamięta, mieszkałem tutaj już od przeszło dwóch miesięcy. Oczy tego starszego faceta miały dziwny, rozgorączkowany wyraz. Czoło brzydko mu się marszczyło. Na nosie wyrastał czarny, długachny włos, wywołujący odruch wymiotny. Właśnie. Zachciało mi się rzygać. Prawie shaftowałem się na niego. Połknąłem jednak kwaśnego bełta.– Czy Pan coś pił? – spytał zaskoczony.– Pił? – odbiłem.– Jest pan pijany?– Nigdy w życiu.– Przecież widzę.– Jak Bozię kocham, że nie.W końcu ruszył do siebie, a ja poszedłem na schody, po których wspięcie się na ostatnie piętro zajęło mi znacznie więcej czasu niż zazwyczaj. Wydawało mi się, że są ruchome. Uciekały spod moich nóg. Raz prawie się wywaliłem. No i nagle, nie wiadomo kiedy, natknąłem się na Baśkę.– Cześć – rzuciła z uśmiechem, zatrzymując się.– No – odbąknąłem.– Co ci jest?– Za dużo wypiłem.– Idziesz do siebie?– Chyba tak.– Spać?– Nie wiem. Może.Przyjrzałem się jej w przelocie. Na twarzy miała ostry makijaż. Usta wymalowała tak, że wydawały się dwa razy większe niż zazwyczaj. Biała koszulka kończyła się nad pępkiem, czarna spódniczka w połowie ud. Poza tym nic ciekawego w niej nie było. Ciemne blond włosy z jaśniejszymi pasemkami, związane w koński ogon. Małe piersi i średni tyłek. Baśka jak Baśka, żadna mi nowość. ...
    ... Byliśmy na jednym roku, nawet się lubiliśmy. Poza tym dziewczyna lubiła seks, podobno. Ja się nigdy nie załapałem, chociaż odnosiłem wrażenie, że wystarczyło zapytać. Tak jak teraz. A może to tylko alkohol. Czasami wydaje nam się, że coś wiemy, a tak naprawdę gówno tam wiemy.– Mogę do ciebie wpaść za kilka minut jak chcesz – oznajmiła, osobliwie mi się przyglądając.– Po co? – spytałem głupio.– Po co, po co. Nie wiem. Pogadać. Napić się. Jest piątek wieczór, wciąż nie ma północy – wyjaśniła pogodnie.– Zobaczę.– Mieszkasz pod 304?– Tak jest.– No to może wpadnę. Narka.– Trzymaj się.Poszła na dół, a ja wspiąłem się ostatnich kilka schodków i stanąłem przed drzwiami. Szukałem klucza w spodniach. Nie mogłem go znaleźć. Do chuja. Gmerałem we wszystkich dziurach i nic. Chyba go zgubiłem.Ktoś przeszedł obok mnie i zapytał czy wszystko gra. Odparłem, że tak, że nie jego biznes i że może wypierdalać. Gość mnie wyśmiał, a ja w końcu znalazłem ten cholerny kluczyk. Wsadziłem go do otworka i przekręciłem. Tak jest. Wsadziłem i przekręciłem, a nie wyjąłem. Tak to się robi.W środku nie było nikogo. I całe szczęście. Poszedłem do łazienki, zapaliłem światło i wsadziłem swój zmęczony łeb do kibla. Wyrzygałem się, od razu mi ulżyło. Obok toalety, na brudnej posadzce, przebiegł duży karaluch. Urwałem dwa listki papieru toaletowego i z furią tygrysa dopadłem go. Miałem jebanego. Zabiłem. Spuściłem go potem w kiblu.– Bon voyage – rzuciłem na pożegnanie.Potem przepłukałem usta zimną wodą i wyszedłem z ...