1. Córka Architekta (V)


    Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius

    Najpierw praca w pracy, potem praca w domu. Bywały dni, kiedy nie miałem czasu na żadne przyjemności. Parę razy w miesiącu wpadałem z wizytą do moich rodziców. Trzeba było im pomóc zrobić zakupy, posprzątać dom i dać do zrozumienia, że się ciągle o nich pamięta. Ojciec był rencistą, chorował na nogi i praktycznie nie ruszał się z domu. Matka w zeszłym roku była operowana na raka trzustki. Z pracy zawodowej zrezygnowała dawno temu, była przykładną kurą domową. Dawniej często się kłócili i grozili sobie rozwodem, ale później zrozumieli, że zdążyli się do siebie zbyt przyzwyczaić, żeby ot tak po prostu odejść. Poza tym, odkąd się wyprowadziłem, mieli tylko siebie. Choć nigdy nie powiedzieli tego wprost, bali się samotności. Między innymi dlatego regularnie ich odwiedzałem.
    
    Mieszkali na osiedlu cieszącym się złą reputacją, ale niepisane prawo głosiło, że miejscowych się nie rusza. Nie licząc naruszeń ciszy nocnej, nic im nie groziło. Wychowywałem się wśród tych bloków i uświadomiłem sobie, że nieważne jak bardzo będę się starał, nigdy nie ukryję w pełni swojego pochodzenia. Ilekroć obsługiwałem nowego klienta w banku, bałem się, że zaraz wygarnie mi moją przeszłość. Nie miałem tatuaży, blizn, nie byłem narkomanem, nie siedziałem we więzieniu, ale to poczucie niższości z racji pochodzenia tkwiło we mnie mocno. Musiałem ciężko pracować, żeby wyrwać się z tego getta. Serce mi się krajało za każdym razem, gdy przychodziło mi patrzeć, jak jeszcze niewinne dzieci lokalnych ...
    ... alkoholików biegają po ulicy, jak szwendają się zamiast chodzić do szkoły, jak palą wykradzione rodzicom papierosy, jak znudzeni rzucają butelkami w ścianę. Widziałem w nich swoje odbicie. Pewnego dnia jakiś starszy kolega zaprosi ich wieczorem na spotkanie i wyciągnie ku nim dłoń z dragami. Jeśli nie wykształcą w sobie woli walki i pokory względem życia, przyjmą działkę i będą na zawsze zgubieni.
    
    – Tak się cieszę, żeście przyszli. Ciasto upiekłam – przywitała nas moja mama.
    
    Uwielbiała Alicję. Była wprost wniebowzięta, kiedy powiedziałem im, że się żenię. Alicja była skromną, ładną i mądrą dziewczyną o dobrej reputacji, w odróżnieniu od większości młodych panien z osiedla. Mówi się, że w miastach jest większa anonimowość i ludzie tak nie obgadują. Tylko jak na wsi wracasz o piątej nad ranem pijany do domu, to sąsiedzi nie stoją w oknie i nie obserwują. A jak robisz w domu imprezę, to przez ścianę nikt nie słucha. A gdy komuś podpadniesz, to na śmietniku nikt nie napisze niecenzuralnych epitetów pod twoim adresem. Wielkie osiedla zdecydowanie nie są przyjazne. Większość moich znajomych z lat szkolnych siedziała teraz we więzieniu lub w Niemczech, a niektórzy nawet we więzieniu w Niemczech.
    
    – Jak się czujesz, tato? – zapytałem.
    
    – Do dupy – odparł krótko. Był po prostu starym zrzędą.
    
    Zrobiłem dla nich zakupy, wyniosłem im śmieci. Chciałem także skręcić to rozklekotane krzesło, ale tata uparł się, że kiedyś sam to zrobi. W tym czasie kobiety gaworzyły sobie w kuchni ...
«1234...22»