-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... przygotowując kolację. – A wnuki kiedy będą? – Mama przyczepiła się Alicji. – Już niedługo – odpowiedziała zarumieniona zbywając temat. Byłem już porządnie zmęczony, a jeszcze miałem sprawdzić, czy w domu Baltazara wszystko w porządku. Czasem teść zachowywał się nieco paranoicznie, ale zważywszy w jakim żył świecie, było to zrozumiałe. – Możesz wracać do domu, pojadę sam – zaproponowałem. – Samego cię nie puszczę – zamknęła dyskusję Alicja. Zabranie Kolii ze sobą było złym pomysłem. Gdyby pies został w domu, miałbym argument by ją odesłać, bo zwierzak nie lubił zostawać na długo sam. A tak nie miałem powodu, by kłócić się z Alicją, że powinna już wracać. Świat Architektów interesował mnie coraz bardziej i chciałem nieco poszperać w bibliotece i pracowni Baltazara, żeby się czegoś więcej dowiedzieć. Wsiedliśmy do autobusu. Alicja usiadła, a Kolia grzecznie ułożył się u jej stóp. Ja wolałem trochę postać dla rozprostowania kości. Nasiedziałem się dość w pracy. Przez osiem godzin gapiłem się monitor i uzupełniałem cyferkami rubryki. Nie byłem teraz w stanie podać nawet swojej daty urodzenia, bo liczby skakały jak szalone w mojej głowie. Dziewczyna w wieku szkolnym usiadła naprzeciwko Alicji. Początkowo gapiła się tylko w swój telefon, ale zaciekawiony Kolia otarł się o jej nogi. Ubrana była w miniówę, łydki miała odsłonięte. Alicja nie zdążyła w porę powstrzymać naszego kundla. Dziewczyna zmierzyła nas wzrokiem. Z doświadczenia wiedziałem, że psi nos ...
... przy nodze nie musi być miłym odczuciem. – Przepraszamy za niego, ciekawski jest – powiedziała żona. – Nie szkodzi – uśmiechnęła się. – Fajny jest. Pogłaskała go za uchem, a że uwielbiał być pieszczony, to od razu zaczął się bardziej łasić. Dziewczyna kucnęła przy nim. Gdy autobus gwałtownie zwolnił, straciła równowagę. Upadła na tyłek. Zobaczyłem jej różowe majtki i szybko odwróciłem twarz. Wbrew pozorom ten widok mnie nie pociągał. Po pierwsze, była małolatą. Po drugie, byłem zmęczony. I najważniejsze, obok mnie była żona. Alicja pomogła dziewczynie wstać. Śmiały się długo i jeszcze o czymś rozmawiały, aż nastolatka wysiadła. My jechaliśmy przystanek dalej. Baltazar mieszkał na odludziu, mieliśmy jeszcze trochę do przejścia spacerkiem. Zrobiło się już ciemno. – Coś taki markotny? – zapytała Alicja łapiąc mnie za rękę. – Wcale nie jestem. Tylko szef dał mi dzisiaj popalić i nie potrafię się na niczym skupić – westchnąłem. Usłyszałem za nami kroki. Niski facet w kapeluszu dreptał metr za naszymi plecami. Rzuciłem mu najbardziej odstraszające spojrzenie na jakie było mnie stać. Zmieszał się lekko i przeszedł na drugą stronę ulicy. Kwiatki rzeczywiście same się podlewały. Alicja od razu zabrała się za wytarcie kurzów w całym domu. Nie mogłem grzebać, kiedy żona kręciła się w pobliżu. Musiałem sobie odpuścić myszkowanie. Zasiadłem w fotelu Baltazara i próbowałem siłą woli unieść klucze. Nie miałem pojęcia, jak w ogóle działała ta ich magia, ale ja widocznie ...