-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... nie miałem do tego żadnego talentu. Niewiele brakowało, a zasnąłbym. Do rzeczywistości przywróciła mnie Alicja. – Wracamy? – szturchnęła moje ramię. Cholera jasna! Dwie godziny pracy, a tu zawiesił się komputer. Miałem skończyć do piętnastej to podsumowanie, ale podejrzewałem, że spędzę nad tym resztę życia. Zamknąłem oczy na parę sekund i starałem się uspokoić. – Zawiesił się? – zapytała Marlena. – Co mam zrobić? – jęknąłem. – Czekaj, spróbujemy przez sieć dobrać się pliku – poradziła entuzjastycznie. Marlena była niezwykle wesołą i pomocną dziewczyną. Pracowałem z nią już kolejny rok. Dało się z nią o wszystkim pogadać. Miała nadwagę i duże okulary, nie należała raczej do najatrakcyjniejszych dziewczyn, ale gdybym nie spotkał Alicji, to pewnie bym się jej kiedyś oświadczył. Ważne jest mieć kogoś pod ręką, z kim można po prostu miło spędzić czas. – Zapisałam. Możesz spokojnie zrestartować. – Ratujesz mi życie! – uściskałem ją. – Szef menda pewnie by mnie zabił, jakby zobaczył, że dwie godziny poszły na marne. – Bądź dla niego wyrozumiały, podobno żona go zdradza – szepnęła konspiracyjnie. – Jeśli w domu jest taki jak w pracy, to się nie dziwię. Od razu po pracy popędziłem do domu Baltazara. Przeszukiwałem jego bibliotekę w poszukiwaniu informacji o świecie magii. Znajdowałem jednak tylko literaturę piękną i encyklopedie. Zwłaszcza zbiór literatury rosyjskiej był okazały, już wiem po kim Alicja miała zamiłowanie do Dostojewskiego i Tołstoja. ...
... Miał też dużo podręczników do chemii, ale była to wiedza ogólnodostępna. Skąd w ogóle biorą się ci Architekci? Coś było o impulsach i potencjalne, ale tak na chłopski rozum bardziej przypominali alternatywną technologię niż magię. Pomyślałem, że skoro biblioteka nie udzieliła odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, to może w warsztacie coś znajdę. Pracownia Baltazara znajdowała się w piwnicy. Było to duże pomieszczenie o wzmocnionych ścianach. Przed wyjazdem dokładnie posprzątał, bo zazwyczaj na biurku leżały duże arkusze z narysowanymi projektami. Zdarzało mi się czasem rzucić na nie okiem, ale rysunki były tak skomplikowane, że nie potrafiłem niczego z nich odczytać. Jakby ktoś próbował narysować siatkę tesseraktu i wpisać w nią samolot. Szafki były zamknięte, ale z prostymi zamkami potrafiłem sobie poradzić. W pierwszej znajdowały się typowe narzędzia; młotki, śrubokręty, piłki, kombinerki, imadła. Był też sprzęt bardziej zaawansowany, wiertarki, palniki. W jednej ze skrzynek były przyrządy przypominające zestaw młodego chirurga. – Nie jestem pewny, czy jednak chcę odkryć tę tajemnicę – powiedziałem na głos i odłożyłem wszystko na miejsce. Wszystko jednak powoli układało się w całość. Jeśli potrafił od podstaw zbudować ludzkie ciało, to nic dziwnego, że potrzebował i takich przyrządów. Moja ciekawość była silniejsza niż rozsądek. Musiałem mocno wysilić mózgownicę, żeby przypomnieć sobie sposób otwierania szafy pancernej. Baltazar nie używał kluczy, najczęściej ...