-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... istniała jakaś skomplikowana procedura otwarcia zamków dzięki przestawianiu uchwytów. W środku znajdowały się słoiki z przedziwnymi substancjami. Świecące kamienie, ciecz uciekająca do góry, samoczynnie obracające się kuleczki. Odpuściłem. Nawet gdybym znalazł podręcznik dla początkujących Architektów, pewnie nic bym z tego nie zrozumiał. Zmęczony klapnąłem na stołek i wlepiłem wzrok w sufit. Odpocząłem chwilę, upewniłem się, że wszystko jest tak, jak zastałem pracownię i wyszedłem. W autobusie najadłem się strachu. Nade mną stał łysy facet z tatuażami, za to bez karku. Łypał na mnie groźnie wzrokiem. Przesiadłem się, ale podążył za mną. Nic nie powiedziałem, udawałem, że sznurówki moich butów są niezwykle interesujące. Facet wysiadł na tym samym przystanku co ja i ruszył w moją stronę. Nie szukałem kłopotów, zacząłem biec. Dla zmyłki wybrałem oczywiście okrężną drogę do domu. Odwróciłem się, by zobaczyć, czy ciągle za mną idzie i wpadłem na kogoś. – Panie Dawidzie, możemy porozmawiać? – zapytał mężczyzna w mniej więcej moim wieku. Wygląd miał łagodny, ale te sygnety na jego palcach nie budziły mojego zaufania. – Ja nic nie wiem, nie znam się, nie mam pieniędzy – powiedziałem szybko. – Spokojnie, nie o to chodzi. Chciałbym tylko zadać parę pytań – zapewnił pokojowo rozkładając ręce. – Ktoś pana goni? – Myślałem, że jest z panem – zmieszałem się. Rozejrzałem się uważnie, ale łysola nigdzie nie było. – Jestem adeptem, szkolę się w gildii. Nazywam się Gustaw ...
... – ukłonił się staromodnie. – Adeptem czego? I jakiej gildii? – udawałem głupiego. – Wiemy, że Johannes Dunkelnacht z panem rozmawiał – zmienił ton na nieco mniej przyjazny. – Mógłbym zapytać, czego chciał? – Pytał, gdzie jest najbliższa biblioteka. Miły starszy człowiek... – wydukałem. Otarłem pot z czoła. – Panie Dawidzie – spojrzał na mnie z ukosa. – Pytam poważnie. Proszę współpracować dla dobra pańskiej małżonki. – Co zrobiliście Alicji? – naskoczyłem na niego. Szarpnąłem go za kołnierz. – Nic. Ale już wiemy, że ktoś złamał tabu. Jestem wysłannikiem gildii, mam ustalić, czy istnieje zagrożenie – odpowiedział spokojnie i strącił moje ręce. – Nie wiem, o co się pan tak martwi. Jestem sam i zapewniam, że nikt więcej od nas pana nie nachodzi. To jak, porozmawiamy? Usiedliśmy w pobliskim barze. Zamówiłem najtańsze piwo jakie mieli, a Gustaw poprosił o kawę. Barmanka nieźle się zdziwiła, że ktoś w tej spelunie prosi o kawę. Zapłacił za nas i dodatkowo zostawił napiwek. – Dunkelnacht jest niezrzeszony, a tacy są niebezpieczni. Staramy się ich wykluczyć z naszej społeczności oraz pozbawić możliwości działania. Spokojnie, nie zabijamy. Działamy w imię nauki i dobra ludzkości. – Aha – przytaknąłem. Nie było co udawać, że mu wierzę. – Czyli mam rozumieć, że nie nagabywał pana? Nie zniechęcał do gildii? Nie podarował panu żadnego artefaktu? – zapytał. Zastanowiłem się chwilę. – Nie. Nie jestem Architektem, odpuścił sobie propagandę – odparłem. – ...