-
Oliwka, epilog.
Data: 29.09.2021, Kategorie: Inne, Autor: shortstorylong
... szuwarów i tataraku. Kolorami ziół mieniącymi się w ciepłym słońcu lipca i niemalże codziennym seksem. Wujek z ciotką, jak przystało na zapracowanych ludzi rozkręcających swój świeżo upieczony startup, wyjeżdżali rano do miasta. Wracali wieczorem. Nie mieli nawyku kontrolowania, co dzieje się z młodzieżą. Mijaliśmy się przez chwilę jedząc kolację albo grając w karty w ogrodowej altanie. W domu byli zbyt zmęczeni i mieli wiele ważniejszych spraw niż dzieciaki. Wymarzeni starzy. Dopóki nie przeginaliśmy pały z alkoholem albo hałasem nic ich nie interesowało. Rowery, jezioro, koc, altanka, wspólny seks, cudowny sen. Cudowny seks, wspólny sen? Chyba tak to potem wyglądało. Po kilku dniach zaczęliśmy rozumieć się na jakimś innym poziomie. Wcześniej nie wiedziałem, że to umiem. Jedno spojrzenie – było wiadome, że ktoś ma ochotę na szybki pocałunek. Delikatne objęcie. Przytulenie. Zwłaszcza, kiedy jechaliśmy do miasta. Albo kiedy na naszym ulubionym brzegu jeziora natknęliśmy się na innych 'plażowiczów'. No, to jest akurat materiał na zupełnie inną historię, którą też chętnie opowiem. Każdy dzień był jednocześnie dokładnie taki sam i sto razy lepszy od poprzedniego. Przyzwyczailiśmy się do siebie. Dni zaczęły się robić krótsze a komary bardziej wkurwiające. Sucha i ciepła druga połowa lata sprawiła, że dęby, olchy i buki zaczęły powoli zrzucać liście. Zmienił się zapach przyrody i zaczęliśmy smucić się nieuniknionym rozstaniem. Radosny, nieskrępowany seks zmienił się w ...
... przytulanki i wyznania. Obiecywaliśmy sobie, że wymyślimy coś żeby być razem. Graliśmy w karty bez większej radości uśmiechając się do siebie smutno. Ostatniego wieczoru długo leżeliśmy razem na kocu. Nasze stałe miejsce na nagiej, dzikiej plaży nad Siecinem było ładnie wydeptane. Nie chowaliśmy się już pośród badyli bylicy i pokrzyw. To była nasza mała plaża. Jedyne takie miejsce we wszechświecie. Żadne z nas nie chciało iść do wody. Patrząc w lekko zachmurzone niebo przeczesywałem palcami krótkie włosy leżącej po mojej lewej stronie Oliwki. Głaskałem jej ramiona, opalone na delikatny brąz. Pieściłem małe, twarde piersi ze sterczącymi sutkami. Leżała na płasko, rozciągnięta i piękna. Anka powoli i delikatnie całowała mnie w podbrzusze. Raz za razem. Za każdym razem w inne miejsce. Jej wargi dotykały, delikatnie łaskotały mnie jak przysiadająca ważka. Założyłem drugą rękę pod głowę. Zamknąłem oczy. Wiatr szumiał liśćmi drzew. Myślałem o tym, jak bardzo będzie mi tego brakowało. Obróciłem głowę i pocałowałem Oliwkę w policzek. Obróciła swoją i oddała pocałunek. Patrzyliśmy sobie w oczy. „To bez sensu, że musimy wyjechać.” „Takie życie, kotek.” wyszeptała zadziornie. „O ty!” rzuciłem się na nią i zacząłem łaskotać mszcząc się za 'kotka'. Chichotała i skuliła się jak noworodek. „Przestań!” Anka dołączyła się do dziecinnych tortur. Oli broniła się ale pomimo jej sporej jak na tak drobne ciało siły została szybko spacyfikowana. Całowaliśmy ją oboje gdzie popadnie. Kiedy ...