-
Niespełnione misterium
Data: 08.10.2021, Kategorie: podróż, zaproszenie, misterium, karada, kinbaku, Autor: Krystyna
Kierowca lekko nacisnął pedał hamulca i skręcił kierownicą w prawo. Samochód posłusznie zwolnił i łagodnie zjechał z głównej drogi. Do przejechania pozostało niewiele ponad dziesięć kilometrów, ale ten odcinek mężczyźnie zawsze bardzo się dłużył. Zmęczenie przejechaną długą trasą wyraźnie dawało się we znaki. Jeszcze tylko pokona małe wzniesienie, tuż za nim zakręt w prawo, a potem już prosta droga do domu. Auto lekko wspięło się na górę i weszło łagodnie w zakręt. Przed oczami mężczyzny ukazała się droga po obu stronach ograniczona wysokimi drzewami i zaroślami. W pewnej chwili kierowca zauważył na poboczu poruszający się płoworudy kształt; dużego psa lub sarnę. Ułamek sekundy trwało, jak nierozpoznany zwierzak wtargnął wprost pod nadjeżdżający pojazd. Mężczyzna gwałtownie odbił kierownicą w lewo, nacisnął hamulec, mimo to poczuł uderzenie po prawej stronie i zauważył rudy kształt bezwładnie odrzucony na pobocze drogi. Samochód zahamował. Zdenerwowany kierowca wysiadł z szoferki bardziej by sprawdzić uszkodzenia, niż obejrzeć potrącone zwierzę. Obszedł auto od przodu i z uwagą zaczął oglądać szkody. Wkurzony pokręcił głową. Cholerny zwierzak, że też musiał mi wyskoczyć. Kurwa! - Nie mógł powstrzymać się, aby nie zakląć. - Powinienem chyba kogoś powiadomić, pewnie straż leśną albo policję. - Chwilę się zastanawiał. - Zadzwonię z domu. To już i tak niczego nie zmieni. I tak nie wypłacą mi odszkodowania. Czytałem coś o tym. - Podjął decyzję. Już miał wrócić do samochodu ...
... i ruszyć w dalszą drogę, nie sprawdzając nawet, jaki osobnik był sprawcą stłuczki, kiedy rozległ się dźwięk telefonu. Odruchowo sięgnął do kieszeni spodni, wyjął z niej komórkę. Spojrzał na nią i ze zdziwieniem zauważył, że nikt do niego nie dzwoni. Przesłyszałem się, wydawało mi się? Zapytał sam siebie. W tym momencie sygnał odezwał się ponownie z większym natężeniem. Rozejrzał się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Na skraju asfaltu, tuż przy poboczu, w pobliżu potrąconego zwierzęcia rozbłysło światełko. Przez ciało mężczyzny przeszedł dreszcz. To stamtąd dochodził sygnał telefonu. - Kurwa, co jest? Zwierzęta nie mają komórek! - przeklął, wolno podchodząc w stronę nie milknącego dźwięku. Z każdym krokiem narastało w nim zdenerwowanie i świadomość tego, co się stało. Niemal podbiegł i klęknął przy wyraźnie już rozpoznawalnej postaci. W pierwszej chwili nie mógł zdecydować się, czy podnieść nadal dzwoniący telefon, czy obejrzeć leżącą kobietę; nerwy wyraźnie brały górę nad rozsądkiem. Leżała nieruchomo twarzą do ziemi. Nie usłyszał też żadnego, wydawanego przez nią dźwięku. Po chwili będącej w istocie okamgnieniem, przyłożył palce do szyi kobiety chcąc wyczuć tętno. Nic. Drżącą dłonią otarł pot z czoła, wziął głęboki oddech i ponowił próbę. Tym razem miał wątpliwości. Pochylił głowę nisko, nasłuchując oddechu. Obawiał się obrócić ją na plecy ale po krótkim namyśle powoli i najostrożniej jak potrafił, ułożył kobietę na wznak. Życie najważniejsze! Zdrowiem zajmą się ...