-
Niespełnione misterium
Data: 08.10.2021, Kategorie: podróż, zaproszenie, misterium, karada, kinbaku, Autor: Krystyna
... rozmyślała, co w tej sytuacji powinna zrobić. Jakie jest właściwe wyjście? Z Tomkiem nie było żadnego kontaktu. Do hotelu jechać nie mogła, bo nie znała adresu. Siedziała na dworcu coraz bardziej zdenerwowana. Po trzech godzinach czekania podjęła decyzję. Podeszła do kasy i kupiła bilet powrotny. Za półtorej godziny mam pociąg. Mówi się trudno; wracam - pomyślała zrezygnowana. Podróż do domu była ciężka. Przedziały były pełne ludzi; dorosłych i dzieci. Niektóre maluchy spały, zmęczone podróżą. Inne śmiały się i przekrzykiwały stukot kół. Wagon był nagrzany, było w nim gorąco i duszno; nie pomagały nawet otwarte okna i drzwi na korytarz. Zmęczona i zrezygnowana, nie rozumiejąc, co się właściwie stało, przytuliła głowę do oparcia i zasnęła. W pociągu zdziwiła ją mała liczba pasażerów; przedziały były niemal puste. Znalazła swój i weszła do środka. Na miejscu przy oknie siedział mężczyzna. Nogi opierał na wysuwanym podnóżku, a na kolanach trzymał otwartą książkę. Domyśliła się, że zapewne wsiadł na wcześniejszej stacji i już zdążył się rozgościć w przedziale. Na powitalne dzień dobry odpowiedział tym samym, nieznacznie się przy tym uśmiechając do kobiety. Zajęła miejsce na wprost współpasażera. Położyła torbę na siedzeniu obok i poprawiła spódniczkę, która jej zdaniem, podczas siadania podniosła się zbyt wysoko, ukazując opalone uda niemal do ich zwieńczenia. Chyba nie zauważył - pomyślała pełna nadziei. Mężczyzna był jednak pochłonięty czytaniem i nie zwracał uwagi na ...
... kobietę. Pociąg ruszył i Kasi natychmiast skojarzyło się to z wierszem Tuwima - Lokomotywa. Patrzyła ciekawie przez okno, jak pomału zaczyna przesuwać się peron, ze stojącymi na nim podróżnymi; potem, jak to wszystko znika i ich miejsce zajmuje widok kamienic, ulic, jadących dokądś samochodów, sunących po szynach tramwajów. Wszystko to odbywało się w ciszy, jakby ktoś nacisnął przycisk i wyłączył dźwięk. Tylko w głowie kobiety wciąż rozbrzmiewały słowa poety: Najpierw - powoli - jak żółw – ociężale, Ruszyła - maszyna - po szynach - ospale, Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem, I kręci się, kręci się koło za kołem, I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej, Powtarzając w myślach słowa dziecięcego wierszyka, uśmiechnęła się szeroko. Tak dawno jechała pociągiem, że ta dzisiejsza jazda wywołała u niej taki niespodziewany efekt. A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!... I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas... Dokładnie, jak ja dzisiaj. - Uśmiech ponownie zagościł na jej twarzy. W tym momencie poczuła, że słowa oddziałują na nią inaczej niż zapewne zamierzał to autor. Wraz z przyśpieszającym rytmem wiersza, przyśpieszało bicie jej serca, a oddech stawał się coraz płytszy. Poczuła lekkie mrowienie w podbrzuszu, a przez brodawki przeszedł dreszcz. Rumieniec powoli zaczął barwić jej twarz. To wszystko przez ten upał i brak powietrza w przedziale - przekonywała sama siebie. - Uchylę trochę okno, wpuszczę świeże powietrze i wszystko wróci do normy - wmawiała ...