-
MiniaTurka, czyli tam, gdzie rozkwitają jaśminy (wersja 2020)
Data: 14.11.2021, Autor: AgnessaNovvak
... kierują wzrok ku estradzie. Ja zresztą też. Na scenie pojawia się pierwsza artystka, skąpana w ciepłym, punktowym świetle reflektorów – bosa, odziana półprzezroczysty w strój z różowego muślinu, spływający wielowarstwowymi falami z ramion, biustu i bioder. Szczodrze obsypane złotymi błyskotkami nadgarstki, kostki oraz przede wszystkim dekolt, mienią się krzykliwym blaskiem. Twarz kobiety otacza zwiewna woalka, przypięta do wysadzanej cekinami, niewielkiej czapeczki, spomiędzy której prześwitują mocno podmalowane oczy. Stopniowo rozgrzewa publikę, coraz jawniej i bezczelniej kokietując siedzące przy najbliższych stolikach osoby. Po niedługim czasie róż pierwszej tancerki miesza się z głęboką purpurą drugiej oraz szmaragdową zielenią trzeciej. Trio wiruje wespół z rytmem muzyki niczym zaklęte czarnoksięsko w ludzki tourbillon. Coraz szybciej i szybciej, migocząc ostrymi barwami strojów i wszechobecnym, wręcz nazbyt rzucającym się w oczy złotem. Wraz z narastającym tempem artystki coraz odważniej podkreślają i tak mocno wyeksponowane wdzięki. Zrzucają z siebie kolejne, zdające się nie mieć końca warstwy ubioru, finalnie pozostając jedynie w cieniutkich przepaskach biodrowych i równie skąpych biustonoszach. Czy raczej czymś, co ma je udawać. Już wcześniej było widać nadto wyraźnie, że wszystkie trzy zdecydowanie mają czym potrząsać, więc nie krępują się i trzęsą. Wyjątkowo zamaszyście. Ostatecznie, jakby nie patrzeć, to taniec brzucha. Ucha-chucha, świtezianka! Teraz ...
... czekam już tylko, aż walory którejś z nich wyskoczą wreszcie spod skąpych pozostałości stroju. Niestety – a może na szczęście, bo sądząc po minach widzów, wrażenia są mocno niejednoznaczne – nic takiego nie następuje. Nie mam bladego pojęcia, jak wiele jest w tym autentycznego „hołdowania wielowiekowej tradycji", a ile przedstawienia skrojonego z pełną premedytacją pod zachodniego turystę. I to takiego spragnionego ekscytujących, mocno rozbieranych rozrywek, bo granica między tańcem – nawet o lekkim zabarwieniu erotycznym – a striptizem jest tutaj wyjątkowo cienka. Chociaż przyznaję otwarcie: mnie się podobało. Pytanie – czy nie za bardzo? I mimo że zaczynam obawiać się wniosków, jakie mogą z tego faktu wyniknąć, coraz poważniej zastanawiam się nad całą sytuacją. Jestem na wakacjach i mam zamiar naprawdę porządnie się zrelaksować? W pokoju nikt na mnie nie czeka? Poza nim zresztą też? Może więc najwyższa pora dać się ponieść nastrojowi? Raz w życiu naprawdę zaszaleć? Tak! Oczywiście muszę pamiętać o różnicach kulturowych, społecznych i w końcu religijnych, lecz nie wydaje mi się, by miały z nich wyniknąć jakieś poważniejsze implikacje. Uprzedzę tylko pozostałych, niech na mnie nie czekają, a już na pewno nie wszczynają zbędnych poszukiwań! * Przysadzisty barman, obdarzony sumiastym wąsem niczym z filmu szpiegowskiego z lat siedemdziesiątych, krząta się leniwie za kontuarem. Najwyraźniej tak treść, jak i walory tancerek są mu doskonale znane, bo nie zwraca większej ...