1. MiniaTurka, czyli tam, gdzie rozkwitają jaśminy (wersja 2020)


    Data: 14.11.2021, Autor: AgnessaNovvak

    ... uwagi na dalsze wydarzenia na scenie. Przerywam mu pasjonujące zajęcie wycierania dawno osuszonych szklanek i zagaduję ostrożnie, obawiając się reakcji, jaką mogą wywołać poruszone przeze mnie kwestie. Na szczęście już po kilku zdaniach okazuje się, że jego angielski jest co najmniej przyzwoity. Na dodatek w tym, o co pytam, nie widzi – przynajmniej z początku, nim przechodzę do bardziej kontrowersyjnych szczegółów – absolutnie niczego dziwnego.
    
    By wkupić się w łaski, proszę go jako fachowca o podanie spécialité de la maison. I choć nie przepadam za mocnymi alkoholami, a aromat anyżu kojarzy mi się z zanętami dla ryb, które w ilościach hurtowych zagniatał mój ojciec, z grzeczności wypijam mlecznobiałą zawartość szklaneczki do dna. Niemniej może i dobrze, że było w niej aż tyle procentów, bo muszę dodać sobie trochę koniecznego – a wyraźnie brakującego mi w tej sytuacji – animuszu. Dlatego od razu zamawiam poprawkę, którą momentalnie wychylam jednym haustem, a pod opróżnione szkło podkładam banknot o nominale sporo przekraczającym wartość zamówienia.
    
    Wyraźnie ożywiony hojnym gestem wąsacz nadstawia ucha, ale albo jego angielszczyzna nie jest tak dobra, jak mi się wydawało, albo... Wyjaśniam mu więc raz jeszcze, o co naprawdę mi chodzi. Tym razem znacznie wolniej i najdokładniej, jak tylko potrafię. Idę o zakład, że nie pierwszy i nie setny raz załatwia takie sprawy. Zazwyczaj właśnie barmani, recepcjoniści oraz taksówkarze wiedzą najwięcej o nocnych rozrywkach, jakim ...
    ... oddaje się ich miasto, nawet jeśli niechętnie dzielą się tą wiedzą. A przynajmniej z początku, zanim w grę wejdą sute napiwki.
    
    W takim razie, dlaczego ten konkretny unika jasnej odpowiedzi? Czyżby podejrzewał, że moje intencje mogą nie być do końca szczere? Rozumiem, że może faktycznie nie wyglądam jak stereotypowy amator tego typu rozrywek – o ile w ogóle tacy istnieją – ale bez przesady! W końcu, po dłuższej chwili zastanowienia i wciąż spoglądając na mnie podejrzliwie, posiadacz wąsa decyduje się zadzwonić. Oczywiście nie mam pojęcia z kim i o czym rozmawia, lecz sądząc po jego minie i rzucanych w moją stronę porozumiewawczych spojrzeniach, wszystko zmierza w dobrym kierunku. Chociaż to się jeszcze okaże...
    
    Niemniej barman odkłada wreszcie słuchawkę i wyjaśnia szybko, gdzie i do kogo mam się udać. Zaskoczenie jest zupełne – zgodnie z instrukcją nie muszę nawet wychodzić z hotelu! Wystarczy tylko, że przejdę do drugiego skrzydła i tam znajdę odpowiednią osobę.
    
    Po dość długim kluczeniu w co prawda czystych i miłych dla oka, lecz wyjątkowo słabo oznaczonych korytarzach, trafiam wreszcie, gdzie trzeba. Wyraźnie oczekujący mnie recepcjonista okazuje się być we wszystko dokładnie wtajemniczony, zachęcając gestem do udania się w ustronniejsze miejsce, gdzie zaraz po wymianie najniezbędniejszych grzeczności pyta o moje preferencje. Bardzo osobiste, żeby nie powiedzieć: intymne. Jest to oczywiście nieco krępujące, jednak skoro już powiedziało się „A", należy dodać także: ...
«1234...9»