-
MiniaTurka, czyli tam, gdzie rozkwitają jaśminy (wersja 2020)
Data: 14.11.2021, Autor: AgnessaNovvak
... „chcę młodą, drobną, o naturalnej urodzie. Jeśli można". Rozmówca odchodzi na moment, wykonuje szybkie połączenie smartfonem wyglądającym zdecydowanie na jego prywatną, a nie hotelową własność i finalnie każe mi poczekać. Przysiadam na ławeczce na środku niewielkiego, przytulnego patio. Umilam sobie czas popijaniem perlącej się bąbelkami wody z lodem i cytryną, którą dostaję bez pytania. Niby drobiazg, a miły – ciekawe, czy innych interesantów też tak traktują? Cóż, ostatecznie rachunek za oczekiwaną usługę został przeze mnie uregulowany z góry i bez specjalnych targów, więc chyba mogę już teraz liczyć na specjalne względy? * Choć z zapowiadanych kilku minut robi się kilkanaście, widok podążającej ku mnie szybkim krokiem równie młodej, co drobnej kobiety, wynagradza wszystkie dotychczasowe niedogodności. Już na pierwszy rzut oka zauważam, że jest dokładnie taka, jaką chcę. Idealna. Ubrana we wzorzyste szarawary i przykrywającą nieduży biust bluzeczkę, pomiędzy którymi pyszni się wąziutka talia, przyciągająca uwagę złotym cekinem w pępku. Obdarzona błyszczącymi głęboką czernią, splecionymi w długi warkocz włosami, lekko pociągłą twarzą ozdobioną parą wielkich, równie ciemnych oczu i wyjątkowo śniadą nawet jak na jej krąg kulturowy cerą. Nagle nachodzi mnie myśl, że kojarzy mi się z... elfką? Tylko dlaczego? Przecież te, według najbardziej wiarygodnych opisów, są zwykle jasnowłose i wysokie! Niemniej, tym bardziej muszę mieć się na baczności. Bo wiadomo powszechnie, że ...
... elfy to rasa podła i bezbożna! Wszystko, co złe, to przez elfów! I balwierzy! Elfka czy inna krzatka, najwidoczniej została uprzedzona, jakie mam wobec niej plany, bo nie wyraża specjalnego zdziwienia moim widokiem. Podaje mi smukłą dłoń na powitanie i cicho przedstawia się jako Yasemin. Nie mnie decydować czy tak zgrabne, przyjemne dla ucha i rozpoznawalne imię ma cokolwiek wspólnego z prawdą. Dlatego, nie wdając się w zbędne dyskusje, wstaję, taktownie odpowiadam na uprzejmość i szybko podążam za nią ku nowym – mam nadzieję, że jak najprzyjemniejszym – wrażeniom. Po kilku chwilach dopada mnie kolejne zaskoczenie, chyba nawet większe niż poprzednie. Okazuje się bowiem, że w cieniu w założeniu nowoczesnej, a faktycznie wtórnej i nudnej do bólu bryły hotelu skrywa się zgrabny, stylowy budynek łaźni. Yasemin prowadzi mnie do przebieralni, gdzie mam zostawić wszystkie – dosłownie, włącznie z calutką bielizną – rzeczy i nałożyć szlafrok. Po drodze tłumaczy jeszcze, co uważa za istotne, jednocześnie dopytując o niezbędne szczegóły. Pomimo zarówno niełatwego tematu rozmowy, jak i jej twardej, jakby gardłowej artykulacji, dogadujemy się zaskakująco szybko. Chociaż pewnie i ja brzmię dla niej osobliwie, z charakterystycznym słowiańskim szelestem, twardym „r" i akcentowaniem zdecydowanie nie tego, co należy. Tak czy inaczej, ustalamy błyskawicznie, jak długo wszystko ma trwać i ile czasu chcę przeznaczyć na zabieg, a ile na... Po prostu co sobie zdecydowanie życzę, czego nie, a ...