1. MiniaTurka, czyli tam, gdzie rozkwitają jaśminy (wersja 2020)


    Data: 14.11.2021, Autor: AgnessaNovvak

    ... co znajduje się gdzieś pomiędzy.
    
    Najpierw czeka mnie sauna. Może i trwająca krócej, niż przewiduje typowy protokół, lecz i tak wyciskająca siódme poty. Pomimo że wciąż znajduję się na terenie kompleksu hotelowego, pora wcale nie jest późna a cennik bardzo zachęcający – zwłaszcza w porównaniu do krajowych salonów spa, które żądają horrendalnych kwot za coś, co niejednokrotnie nawet nie leżało obok porządnego masażu – poza mną praktycznie nikogo tutaj nie ma.
    
    Czekając z utęsknieniem na wyjście z tego piekarnika, rozglądam się dokoła z rosnącym zaciekawieniem. Mogę mieć własne – miejscami kontrowersyjne i mocno niepoprawne politycznie – zdanie na temat owego całego multikulti, lecz przyznaję uczciwie i bez bicia, że sztuka oraz architektura Bliskiego Wschodu zachwycają mnie, od kiedy tylko pamiętam. Z zapartym nie tylko od gęstej, wciskającej się w najdrobniejsze pory skóry i wręcz gotującej płuca pary, lecz i wrażeń artystycznych tchem, podziwiam wystrój. Moją uwagę przyciągają wszechobecne, wijące się po ścianach i suficie arabeski, misterne ażurowe przepierzenia, a nawet drobiazgi typu promienistych wzorów wyhaftowanych na ręcznikach. Kojarzą mi się z mandalą, chociaż to chyba nie ta religia? Cóż, muszę koniecznie się dokształcić na przyszłość, bo poziom własnej ignorancji zaczyna mnie irytować.
    
    Yasemin wreszcie po mnie przychodzi i zabiera do sąsiedniego, tym razem znacznie mniejszego pokoju, gdzie poleca się rozebrać i ułożyć na brzuchu na ogromnym... Stole? ...
    ... Łóżku? Postumencie? Stojącym pośrodku prostopadłościennym „czymś". Leżenie na kamieniu nie jest może specjalnie wygodne, lecz skoro taka jest tradycja, nie będę specjalnie narzekać. O tyle chociaż dobrze, że mam pod sobą jeden gruby ręcznik, a głowę opieram na drugim, zwiniętym w ciasny rulon.
    
    Moja bardzo osobista masażystka wprawnie rozprowadza na skórze brązową, ziarnistą masę – coś jakby tłustą glinkę, zmieszaną z drobnym piaskiem – po czym energicznie szoruje chropowatą rękawicą. Nie chcąc pominąć żadnego fragmentu ciała, obraca mnie na plecy i ostrożnie zsuwa przykrywający biodra ręcznik, który w międzyczasie kazała założyć w celu zakrycia obszarów wiadomych. Zauważam wówczas, jak zawstydzona odwraca oczy. Uspokajam ją i zapewniam, że chociaż to ja decyduję o charakterze naszego spotkania, nie będę jej do niczego przymuszać. Bez przesady, nie jestem w żadnym Burdeliku Palacco! Oby...
    
    W odpowiedzi na te słowa Yasemin uśmiecha się nieśmiało, nabiera wodę niewielkim, lśniącym mosiądzem garnuszkiem i spłukuje ze mnie resztki peelingującej mazi, po czym podchodzi do stojącej obok misy. Wyjmuje z niej spory zwitek luźnego materiału, przystaje nade mną i jakimś magicznym, znanym jedynie najbardziej wtajemniczonym sposobem, wyciska z niego pianę. W absurdalnych wręcz ilościach, jawnie łamiących zasady fizyki, z prawem zachowaniem masy na czele. Powtarza procedurę drugi i trzeci raz, aż do chwili, w której wyglądam jak eklerka z bitą śmietaną. Wyjątkowo dobrze wypieczona, w ...
«12...456...9»