1. Bestia cz. III


    Data: 09.12.2021, Autor: Sinner

    Wszystko zaczęło się od tego, że bolała go noga, choć „bolała”, to mało powiedziane. Nakurwiała tak mocno, że miał ochotę wyć albo wgryzać się w ścianę. Tabletki przeciwbólowe sprawiły, że przynajmniej był w stanie chodzić, ale na bycie miłym zwyczajnie już nie miał siły. Nic dziwnego, że trzech rekrutów zarobiło dodatkowe okrążenia, a przynajmniej piątka oberwała niewybrednym komentarzem. Dlatego też, kiedy po południu pułkownik wezwał go do siebie, spodziewał się reprymendy. Pewnie jeden z bardziej wrażliwych szeregowych poskarżył się i teraz trzeba będzie wysłuchać moralizatorskiej gadki o dawaniu dobrych wzorców. Krzysztof zazgrzytał zębami i w głowie wygłosił tyradę o nadwrażliwych mięczakach, którzy na polu nie wytrzymają nawet godziny. Za czasów jego szkolenia… Ech, cholera, znowu zaczynał narzekać jak stary dziad.
    
    – Siadaj, Radecki – nakazał pułkownik.
    
    Dowódca pochylił i wyjął z szafki małe, metalowe pudełko. Wyciągnąwszy niespiesznie papierosa, zaproponował drugie Radeckiemu, ale ten odmówił gestem. Domański oparł się wygodnie na krześle i uśmiechnął szeroko.
    
    – Masz minę, jakby cię znowu na misję mieli wysłać – zażartował i wypuścił dym z płuc. – Słuchaj… Krzysiek. Znamy się nie od dziś i wiem, że tylko ciebie mogę o to prosić. To taka delikatna sprawa. Prywatna. Chodzi o Hankę.
    
    Pułkownik nie zauważył, że jego rozmówca drgnął na dźwięk imienia dziewczyny. Kontynuował:
    
    – Ona… sporo ostatnio przeszła, a tu roi się od napalonych szczyli, którzy pewnie ...
    ... spróbują to wykorzystać. Mógłbyś rzucić na nią okiem? Widzisz, mnie szanują ze względu na stopień, ale wydaje mi się, że ciebie się to po prostu trochę boją. Hukniesz na jednego, warkniesz na drugiego i już się zeszczają w gacie – zaśmiał się starszy mężczyzna.
    
    – Tak jest, panie pułkowniku – odparł Radecki.
    
    – Doskonale. Możesz odejść – gestem wskazał mu drzwi. – Pamiętaj, że masz moje zaufanie. Nie spierdol tego.
    
    Krzysiek zawahał się zanim nacisnął klamkę. Wiedział, że choć wszystko to było zawoalowane w przyjacielską prośbę, to jednak brzmiało zdecydowanie poważniej niż mogłoby się zdawać. Ostatnie, rzucone niby żartem zdanie stanowiło bardziej groźbę niż dowcip.
    
    Od ostatniego przeciwbóla mijało sześć godzin – nie musiał patrzeć na zegarek, by to wiedzieć. Noga zaczynała palić żywym ogniem. Spiął każdy mięsień w ciele, zacisnął zęby tak mocno, że dziw, że żadnego nie ukruszył i powoli dokuśtykał do pokoju. W ustach czuł krew z przygryzionej wargi. Oparł się o umywalkę jedną ręką, a drugą sięgnął do szafki z lekami. Otworzył opakowanie, lecz zanim udało mu się wyjąć tabletkę, nogę przeszył ból, którego nie mógł zagłuszyć żaden inny bodziec. Usłyszał czyiś przeraźliwy krzyk i dopiero po chwili zorientował się, że dobiega z jego własnego gardła. Wył, leżąc na zimnych kafelkach, a po policzkach ciekły mu łzy bezsilności. Pigułki rozsypały się po łazience, a on nie mógł się ruszyć. Boże, jaki był żałosny. Bezużyteczny. Nienawiść i obrzydzenie do samego siebie wypełniły ...
«1234...»