-
Bestia cz. III
Data: 09.12.2021, Autor: Sinner
... Radeckiego na tyle, że chciał zrobić wszystko, byle pozbyć się tych okropnych uczuć. Podniósł pięść i uderzył się dokładnie w miejsce, z którego rozchodziły się fale bólu. Zawył głośniej, myśląc, że jeszcze chwila i straci przytomność. Tak się jednak nie stało, więc uniósł rękę po raz kolejny. – Co ty do cholery robisz?! Nie zauważył, kiedy weszła, widocznie stało się to, gdy akurat krzyczał. Tak czy inaczej, Hanka stała tam przed nim z przerażeniem w wielkich, niebieskich oczach. Jej widok zadziałał jak kubeł zimnej wody. – Odpoczywam – warknął Krzysiek zachowując się, jakby Hanka niczego nie widziała. – Czego chcesz? – Wezwę pomóc – powiedziała już robiąc krok w stronę drzwi, ale mężczyzna ją powstrzymał. – Ani mi się, kurwa, waż! Hanka podniosła brwi ze zdziwienia, a Radecki pożałował swoich słów tak szybko, jak je wypowiedział. Widział, że dotknęła ją ta reakcja, jednak nawet kiedy zaproponowała mu pomoc przy wstaniu, odmówił ostro: – Dam radę. Zostaw! Gorsze od bólu było tylko to okropne uczucie wstydu. Patrzyła na jego pokiereszowane ciało, na to, jak czołga się po ziemi, a na twarzy widać ślady po łzach. Widziała go słabego, kalekiego i jeszcze bardziej obrzydliwego niż zwykle. – Powiedz, co się dzieje – nie ustępowała. Mężczyzna poczuł, że zbliża się kolejny atak i to taki, przy którym na pewno nie chciałby mieć Hanki przy sobie. Wydusił więc tylko: – Spierdalaj. Zostaw. Mnie. Kurwa. W spokoju. Ledwo zatrzasnęły się za nią drzwi, a ...
... ból sprawił, że Radecki wgryzł się we własną dłoń. Potem, na szczęście, stracił przytomność. *** Następnego ranka Hanka ostentacyjnie unikała spotkań z porucznikiem. Nie odpowiadała na jego wiadomości, nie odbierała telefonu. Przechodząc obok nie zaszczycała go nawet spojrzeniem. Ból w nodze zmalał do poziomu, w którym nafaszerowany lekami mógł prowadzić zajęcia i nawet nie kuśtykał za bardzo. Przeklinał się w myślach, że tak potraktował dziewczynę, ale jednocześnie wiedział, że to najlepsze rozwiązanie. Wystarczająco upokarzająca była jej obecność w czasie, gdy toczył walkę z własnym, zdradzieckim ciałem. Westchnął głęboko, zwlókł się z łóżka i przechodząc obok lustra rzucił do siebie: – Jesteś skończonym kretynem, Radecki. Powtarzał to jak mantrę, kiedy „jak jakiś palant z romantycznych ballad” łaził nocą po terenie szukając przeprosinowego kwiatka. Udało mu się znaleźć jakieś rachityczne badyle, które przy dozie dobrej woli mogłyby zostać uznane za kwiaty. Kiedy już zbierał się do powrotu do budynku, a w głowie układał dobrze brzmiące wytłumaczenie, ostre światło latarki uderzyło go po oczach. – Stać! Ręce do góry! – To ja, porucznik Radecki – odparł, ale posłusznie uniósł dłonie. Patrolujący zmierzył go wzrokiem, a potem przyjrzał się zebranym na szybko kwiatom. – Dobry wieczór, poruczniku. To dla panienki Haneczki? – spytał dużo łagodniejszym tonem. – Lipka, a co cię to obchodzi? – zirytował się Krzysiek. Szeregowy westchnął głośno. – Bo ...