1. Bestia cz. III


    Data: 09.12.2021, Autor: Sinner

    ... żal panience Haneczce coś takiego dawać. Pan porucznik się nie obrazi, ale takiego wiechcia to nawet teściowej bym nie dał. A okropna to baba, zaręczam, jak raz moja Ala…
    
    Radecki spojrzał jeszcze raz na zebrane miniaturki i przerwał podwładnemu:
    
    – Do rzeczy.
    
    – Pan porucznik wie, dlaczego mężczyźni kupują kwiaty?
    
    – Bo kobiety je lubią? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
    
    Lipka pokręcił głową i odrzekł:
    
    – Bo to proste rozwiązanie.
    
    – To mam jej dać coś innego?
    
    – Liczyłem, że się porucznik domyśli.
    
    Tego było już za wiele. Krzysiek jednym ruchem zgniótł kwiaty i cisnął nimi o ziemię.
    
    – NIE ZACHOWUJ SIĘ JAK ONA!
    
    Jego głos poniósł się echem po placu. W jednostce zapaliło się światło, ale na szczęście po chwili zgasło.
    
    – Jak pan sądzi, dlaczego panienka Haneczka wybrała właśnie pana? – odezwał się Lipka.
    
    – Bo jest niespełna rozumu.
    
    – Bo nie lubi prostych rozwiązań – skontrował. – Raz moja Ala miała kota…
    
    – Na litość boską, Lipka! Czy doczekam się konkretnej odpowiedzi?!
    
    – No to niech mi porucznik nie przerywa!
    
    Radecki łypnął na towarzysza i burknął coś, co mogło znaczyć, żeby mówił dalej.
    
    – W zeszłe lato moja Ala znalazła kocura. Ach, paskudne to było kocisko, słowo daję, wychudzone, poranione, a i przysięgam, że po prostu jakoś źle mu z oczu patrzyło. Mówiłem: niech się wyleczy i oddajmy, bo tylko nieszczęście przyniesie. Ale żona się uparła, a jak ona się uprze, to…
    
    – Lipka…
    
    – …to będzie jak ona chce – ...
    ... kontynuował. – Nie chcę wiedzieć, ile żeśmy w końcu wydali na tego pchlarza. Z początku pod kanapą siedział całe dnie, jedynie w nocy do miski przychodził. Potem jak już po domu łaził, to wciąż dziki był jak cholera! Nic się dotknąć nie dał, syczał i na obcych i na swoich. Jednak tydzień po tygodniu moja Ala oswajała skurczybyka. Słowo daję, nie mogłem uwierzyć, że to ten sam kot! A jaka Ala dumna była, że się udało. I ja tak myślę, że panienka Haneczka to trochę do mojej żony jest podobna. Już porucznik rozumie?
    
    Z tej pokręconej metafory wywnioskował, że 1) Hanka ma nie po kolei w głowie; 2) żona Lipki nosi spodnie w ich związku; 3) żeby ugłaskać Hankę, musi wyjść spod kanapy. Choć Lipka nie był najostrzejszą kredką w pudełku, miał dobre serce i oko do ludzi – to trzeba było mu oddać. Krzysiek mruknął coś w stylu podziękowań i zwrócił się w stronę drzwi.
    
    – Lipka? – rzucił na odchodne. – Co się stało z tym kotem?
    
    – Jesienią wleciał teściowej pod koła.
    
    Krzysiek zaklął pod nosem, a przez myśl przemknęło mu, że mógł nie pytać.
    
    Gdy zapukał do pokoju Domańskiej, było po drugiej. Właściwie nie liczył na to, że otworzy, ale chciał przynajmniej spróbować. Kiedy pojawiła się w drzwiach, Radecki zapomniał słów zgrabnie ułożonych przeprosin. Hanka miała na sobie biały szlafrok wykończony koronką, ale to nie jej strój tak zadziałał na porucznika. Dziewczyna niedawno płakała, a Krzysiek czuł, że to przez niego. Bez większego rozmyślania z jego ust wydobyło się jedynie:
    
    – ...