-
Bard
Data: 14.12.2021, Kategorie: historia, legenda, Autor: nikt
... ci pracę. - oznajmiła swobodnie. To go trochę otrzeźwiło. Odzyskał grunt pod nogami, wziął głęboki oddech i spojrzał na nią odzyskawszy rezon. - Zgodnie z etykietą należałoby się najpierw przedstawić. - mruknął cicho. Roześmiała się lekko odchylając głowę do tyłu, rude włosy zafalowały. Była naprawdę piękna. - Czy karczemna etykieta uwzględnia też gapienie się na cycki pracodawcy? - rzuciła z kpiącym uśmiechem. Choć Evan był świadom, że ciężko było nie zauważyć atencji, jaką obdarzył kobietę to trzeba przyznać, że trafiła celnie. - To zależy od jakości... - przesunął wzrokiem po piersiach kobiety - oferty. Uśmiech ciągle błądził po jej twarzy. - Podobasz mi się. Nazywam się Kiera i jestem przekonana, że będzie nam się świetnie razem pracowało. - Nie przyjąłem jeszcze twojej propozycji. - w głosie mężczyzny dało się słyszeć nutkę zniecierpliwienia. Milczała patrząc na niego znacząco. Oboje wiedzieli, że się zgodzi. Choćby za darmo. - Dobra... - pochylił się nad stołem - kogo mam zabić tym razem? - Jeśli wszystko pójdzie tak jak przewidujemy to nikogo. - urwała zastanawiając się nad czymś. Nie przeszkadzał. Do twarzy jej było z półmrokiem. - Chodzi o zwykłą eskortę - podjęła znowu - przypilnujesz żeby wszystko poszło tak jak powinno, a na miejscu dostaniesz zapłatę. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale przerwała mu ruchem ręki. - Żadnych pytań - rzuciła mu zapieczętowany zwój i bez słowa odeszła. Powiódł za nią wzrokiem. ...
... Obserwował jej tyłek opięty cienkimi spodniami. Wiedział, że specjalnie kołysze biodrami w ten sposób. Otworzył zwój dopiero, gdy ostatni kosmyk rudych włosów zniknął w drzwiach prowadzących na górne piętro. Robota wyglądała prosto, ładunek miał być przewożony transportowym wozem do miejsca oddalonego o około osiemdziesiąt kilometrów. Wynagrodzenie było naprawdę niezłe jak na tak łatwe zlecenie. Jednak doświadczenie nauczyło go, że takie zadania są najniebezpieczniejsze. Tym bardziej, że nie było tu ani słowa o tym, co przewożą. Schował zwój w wewnętrznej kieszeni skórzanego pancerza i zamyślił się ponownie. Zlecenie śmierdziało grubszą intrygą, najprawdopodobniej porachunkiem między książętami. Jednak w głowie kołatała się tylko jedna myśl. Keira. Pojedzie. Pojechałby nawet osiemset kilometrów byle tylko poczuć znowu jej zapach, zobaczyć czerwień jej włosów, zajrzeć w błyszczące oczy. Nie zauważył, kiedy na zewnątrz zrobiło się ciemno. Większość najemników opuściła już karczmę, kierując się do swoich kwater. Pojedzie, ale to nie znaczy, że wcześniej się do tego nie przygotuje. Wstał. Wysupłał z sakiewki kilka monet i podał je karczmarzowi. Wyszedł na opustoszałe już o tej porze ulice, ciszę zakłócało jedynie odległe ujadanie psów. Evan obszedł karczmę, dokładnie lustrując każdą ścianę. Ze wschodniej strony natknął się na niewielką przybudówkę, zapewne magazyn żywności. Albo alkoholu. Wziął głęboki wdech i niemal stracił przytomność. Tak, z pewnością alkoholu. Owinął ...