-
Licencjat z korupcji
Data: 25.01.2022, Kategorie: studentka, wykładowca, zakochanie?, igraszki pod prysznicem, seks za ocenę, Autor: MrHyde
... troskliwym głosem, modląc się w duszy, by dziewczyna się nie rozmyśliła i wodząc oczami po jej smukłej sylwetce. Również studentka przyjrzała się dokładnie wykładowcy. Jego posturę – adiunkt nie odznaczał się wysokim wzrostem ani masywną tkanką mięśniową, w młodości był zapewne bardzo szczupły, lecz brak szkolnego i uniwersyteckiego wf-u zaczynał dawać o sobie znak w postaci lekkiego przerostu tkanki tłuszczowej – i łagodne rysy twarzy, na zajęciach zawsze uśmiechniętej, znała doskonale. Nie opuściła żadnego prowadzonego przez niego wykładu ani seminarium, na które czasem przychodziła, by odetchnąć po monotonnych wykładach starszych profesorów mających fatalną dykcję. Prawie nigdy jednak nie miała okazji popatrzeć na niego naprawdę z bliska, nie licząc krótkiego spotkania prawie pół roku wcześniej, kiedy przyszła skonsultować temat pracy licencjackiej, a w praktyce wybrać jedną z jego propozycji. Tym razem siedział przed nią na krześle biurowym, prawie na wyciągnięcie ręki, wypowiadał jakieś słowa o ulicach, światłach i skrzyżowaniach i błądził wzrokiem po biodrach, talii, brzuchu. Na czole miał zalążki zmarszczek. Podobnie obok oczu, w kierunku skroni, widać było krótkie bruzdy – skutek specyficznej pracy mięśni towarzyszącej notorycznemu uśmiechowi. Dziesięć lat różnicy, może mniej, a może więcej. Datę urodzenia adiunkta kiedyś sprawdzała, ale nie zapadła jej w pamięć. W każdym wypadku wyglądał o wiele młodziej niż znajomi trzydziestoletni budowlańcy stawiający kolejne ...
... domy na jej osiedlu. Naukowcy się dobrze trzymają. Doktor Kniaziewski – lubiany, szanowany, budzący trwogę. „Co on kombinuje? Czemu tak patrzy? Po co zaprasza? Dlaczego do domu a nie do gabinetu? Podobam mu się? Ja, taka głupia, płaska, skóra i koścista? Niemożliwe! Pomoże mi, ale co weźmie w zamian? Chyba nie cnotę? O, Boże! Przecież on nie z tych, co są gotowi wykorzystać dziewczynę. On nie jest brutalny, nie zastosuje przemocy, nie zmusi.” – tysiąc myśli w ciągu sekundy przebiegło przez głowę zaniepokojonej studentki. Aż do myśli numer tysiąc jeden, przykrej lecz szczerej – „Do niczego mnie wcale zmuszać nie musi.” – i myśli tysiąc drugiej, napawającej obawą innego rodzaju niż poprzednie dylematy – „Ale ja nic nie umiem. Będę stać jak kołek, leżeć jak kłoda, zamiast go uwieść.” – i ostatnia, smutna konkluzja – „Już myślę jak dziwka. I on też tak na mnie patrzy? Jak pies na kąsek mięsa? To nie będzie miłość bez końca, o jakiej marzyłam, tylko zwykłe puszczenie się. Nic dla niego nie znaczę.” - Panie doktorze. – zaczęła śmielej niż do tej pory. – Ja mogę też dzisiaj zacząć, jeśli panu pasuje. Dwie pary oczu badały się wzajemnie. Błękit i zieleń zwarły się w krótkim pojedynku, jak podczas dziecięcej zabawy w to, kto mrugnie pierwszy, kto się speszy. Bez rozstrzygnięcia. Najpierw spojrzeli na siebie kontrolnie, badając nawzajem intencje, zaraz potem ruch kącików ust, jego i jej, rozbroił napięcie. Chyba pierwszy raz tego dnia zobaczyli na przeciw siebie nie groźnego ...